Wilkołako-wampirka i seksowne niebezpieczeństwa

Recenzja książki „Kuszące zło”.
Riley Jenson to pół wilkołaczaka-pół wampirka, rudowłosa, bystra, oczywiście seksowna, a do tego tajna agentka.

W trzecim tomie swoich seksownych przygód Riley wreszcie decyduje się na zostanie jedną ze strażniczek po to, aby skonfrontować się z Deshonem Starrem – doktorem całego zamieszania, które toczy się od pierwszego tomu cyklu Zew Nocy. To wyjątkowo zły przestępca, który specjalizuje się w eksperymentach genetycznych i dąży do stworzenia istot będących idealną bronią. A przy tym jest posiadaczem całkiem niczego sobie rezydencji, gdzie prowadzi brudne interesy, sprowadza prostytutki dla swoich klientów i organizuje walki kobiet.

Właśnie w kamuflażu przyszłej uczestniczki zmagań w błocie pojawi się tam Riley Jenson. I tu już fabuła zupełnie przestaje mieć sens, ale przecież nie po to czyta się takie książki, jak „Kuszące zło”, żeby czepiać się szczegółów... Riley, chociaż zgodnie z panującymi w rezydenci zasadami paraduje nago po posiadłości, ani razu nie bierze udziału w rzekomych walkach w błocie, ale za to przez cały czas dzielnie szpieguje i idzie jej to nad wyraz dobrze. Co prawda poprzednich tomach musiała się bardziej napracować, bo tu idzie jej jak z płatka, ale w końcu ma za sobą przeszkolenie strażniczki no i zyskuje niespodziewanych sojuszników, bo jak się okazuje wyjątkowo wiele osób nienawidzi Deshona Starra.

W trzecim tomie nie będzie też mniej ekscytująco w życiu erotycznym Riley niż dotychczas. Co prawda sypia z jednym z zastępców czarnego charakteru, pod którym bardzo się nudzi, ale w okolicy nigdy nie brakuje jej dotychczasowych i dodajmy bardziej sprawnych kochanków. I tak w „Kuszącym złu” co prawda w marginalnej roli, ale powrócą alfa Kellen i ogier Kade, ale główne skrzypce nadal będzie grał wampir, bez którego nasza bohaterka najwyraźniej nie potrafi się obejść, czyli Quinn.. Na całe szczęście opisy kolejnych uniesień bohaterki są o wiele lepsze, a przynajmniej różnią się od siebie bardziej niż w poprzednich tomach.

Sam pomysł na fabułę oparty o genetyczne eksperymenty i stworzenie istoty będącej super-bronią poprzez krzyżowanie różnych gatunków istot paranormalnych, od samego początku bardzo mi się podobał, jednak z każdym kolejnym tomem czuję się w tej kwestii coraz bardziej rozczarowana. Dzieje się tak, ponieważ przy równoczesnej lekkości w czytaniu, cały wątek sensacyjny jest tak skomplikowany, że wypadałoby rozpisać sobie na kartce kto i w jaki sposób jest w cala aferę zamieszany, żeby jakoś się w tym połapać. Bo nagle ni stąd ni zowąd okazuje się, że niemal wszyscy z bliskiego otoczenia Riley byli tak czy inaczej zamieszani w sprawę, że wręcz absurdalne wydaje się to, iż ani jej, ani jej bratu Rhoanowi (który jest strażnikiem od dawna) nie udało się zauważyć nic podejrzanego.

Mimo tych małych niedociągnięć książkę oczywiście czyta się błyskawicznie i jeśli nie poszukujemy czegoś więcej niż dobrej rozrywki, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie zawiedziemy się na Keri Arthur, bo ta australijska autorka zdecydowanie zna się na seksownych przygodach. Oczywiście, zło nie zostaje do końca pokonane, bo przecież czeka nas jeszcze sześć tomów przygód z Riley i naprawdę jestem ciekawa z czym i z kim przyjdzie się jej zmierzyć w kolejnych częściach.

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

Keri Arthur, „Kuszące zło”, Instytut Wydawniczy Erica, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat