"Władcy czasu" - recenzja

Recenzja książki "Władcy czasu".
Czy połączenie losów średniowiecznych bohaterów ze współczesnymi wydarzeniami może się udać? Eva García Sáenz de Urturi twierdzi, że jest to możliwe.

Po bardzo dobrze przyjętej przez czytelników „Ciszy białego miasta” i trochę gorszym odbiorze „Rytuałów wody” przyszedł czas na zakończenie trylogii „Białego Miasta”. „Władcy czasu” to zgrabny, dobrze skomponowany kryminał, w którym wyraźnie można poczuć ducha minionych epok. Autorka postawiła tym razem na powieść dwupłaszczyznową, więc ci którzy uwielbiają szaleńcze tempo i szybką akcję, poczują się odrobinę zawiedzeni. Rozbicie powieści na dwie epoki nie zaburza jednak dynamiki całej historii, więc spowolnienie tempa nie jest tak bardzo zauważalne.

Tym razem Kraken musi rozwikłać kilka nietypowych spraw, które łączy jeden element - średniowieczny modus operandi. Zamurowane żywcem siostry, śmierć z powodu zatrucia proszkiem z hiszpańskiej muchy, czy ofiara utopiona w beczce razem z kilkoma nieprzypadkowymi zwierzętami.  To nie są typowe sprawy, nawet w wydziale kryminalnym. Nasi bohaterowie staną przed wielkim wyzwaniem. Będą musieli odkryć jaki związek z morderstwami ma bestseller „Władcy czasu” oraz pewien bezcenny manuskrypt. Poza tym odkryją sekret tajemniczego mieszkańca wieży Nograro. Kraken będzie musiał zanurzyć się we własnej przeszłości, a jego partnerka Estibaliz przekroczy granice w prowadzonym śledztwie. Wszystko się skomplikuje, a czas będzie upływał w nieubłaganym tempie. 

Eva García Sáenz de Urturi z wielkim kunsztem łączy wątki historyczne i kryminalne, wplatając sprawnie motyw obyczajowy. Piękny krajobraz dla fabuły tworzy Vitoria. Na kartach książki widać miłość autorki do tego malowniczego miasta w Kraju Basków. Z pewnością wielu fanów całej serii kiedyś uda się do Hiszpanii, by podążyć śladami bohaterów.

„Władcy czasu” to godne zakończenie całej trylogii. Mroczny baskijski klimat nie pozwala oderwać się od lektury i nie zgadzam się z malkontentami, że część średniowieczna jest zupełnie niepotrzebna. Dla mnie właśnie ten element stanowi o oryginalności całej książki. Nieprzewidywalna, trzymająca w napięciu – przecież taka powinna być idealna lektura. Szkoda jedynie, że to już koniec.

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Eva García Sáenz de Urturi, "Władcy czasu", Warszawa, MUZA SA, 2020



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat