Włoska miłość w Nowym Jorku

Recenzja książki „Jeszcze jeden dzień”.
Książka Fabio Volvo „Jeszcze jeden dzień” opisywana jest jako współczesny romans. Znając całą akcję powieści, trudno temu zaprzeczyć. Wydaje się jednak, że ambicje autora są jednak nieco większe.

Oto mniej więcej trzydziestoletni Giacomo zakochuje się w dziewczynie. Zanim dowie się, jak ma na imię i gdzie mieszka, towarzyszy jej tylko z dala w codziennej podróży tramwajem. Doskonale zna jej twarz, fryzurę. Nerwowo wyczekuje, czy każdego kolejnego dnia kobieta pojawi się na przystanku. Wreszcie nadchodzi moment, gdy to ona proponuje mu kawę. Jest to moment szczególny nie tylko dlatego, że może wreszcie z nią porozmawiać. Chłopak dowiaduje się bowiem, że pani jego serca wyjeżdża nazajutrz do Nowego Jorku. Zanim zdecyduje się na jakieś dalsze kroki, to my poznajemy go lepiej. Można by rzec, że prawie pod każdym względem. Owłosienia na własnym ciele (niektóre lubi, inne nie), problemów z wypróżnianiem (w różnych częściach świata) oraz dotychczasowym życiem emocjonalnym. Giacomo to singiel, który kocha kobiety i seks. Potrafi iść do łóżka z dziewczyną, tylko dlatego, że ta ma ładne nogi lub pupę. Jak sam przyznaje, jest wewnętrznie pusty. Szuka czegoś w swoim życiu i coraz częściej ma wrażenie, że czas bezsensownie przelatuje mu przez palce. Nie jest jednocześnie typem, który szuka chętnie wielkiej miłości. Tak jak jest, w zasadzie mogło by być dalej. Na ile więc historia z dziewczyną z tramwaju nabierze trwałości? To pytanie/ na które nasz bohater nie umie na początku sam znaleźć odpowiedzi.

Spora część książki „Jeszcze jeden dzień” poświęcona jest próbie sportretowania naszego singla, jak i pokolenia trzydziestokilkulatków. W przypadku Giacoma i jego dziewczyny pewne elementy życia codziennego są podobne. Dorosłe osoby zarabiające na swoje utrzymanie. Podróżujące, znające języki obce. Różnica jest taka, że on to pełnoetatowy podrywacz, kolekcjoner dziewczyn na jedną noc. Niezdolny do przedłużenia namiętności więcej niż dwa lata. Zna pełno sztuczek, by poznać kolejną i kolejną dziewczynę. Momentami gubi się w niesmacznych porankach, ale w zasadzie całkiem dobrze z tym funkcjonuje. Jego przyszła partnerka ma za sobą długie narzeczeństwo, kilku narzeczonych. Ona jednak również wie, czego chce od życia.  Szuka partnera, który jest dojrzały i nie ucieka panicznie od planów dalszych niż na miesiąc. Chce być z kimś, przy kim dobrze się czuje. I nie musi nic udawać na siłę. Obydwoje więc pragną, każde w trochę inny sposób, głębokiego uczucia. Emocjonalności, która będzie trwać. Czy to się uda?

„Jeszcze jeden dzień” to książka, chciałoby się powiedzieć, o włoskim temperamencie. Przegadana, z bohaterem głównym, którego czasem jest tyle, że mamy wrażenie, iż to powieść biograficzna o Giacomie. Nie jest jednocześnie płytkim romansem, w którym wiemy, jak kto się kiedy zachowa. Próba scharakteryzowania pokolenia 30+ może nie zawsze sięga głębi. Wydaje się jednak być dosyć przekonywująca. Tak samo jak i poznanie nawyków rozrywkowego singla oraz samotnej kobiety. Dlatego właśnie prawdopodobnie wśród czytelników znajdzie się dużo osób, które odnajdą tutaj fragmenty własnych przemyśleń albo zachowane obrazki z codzienności. Poza tym jest to po prostu całkiem ciekawy włosko – amerykański romans.

Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)

Fabio Volo, „Jeszcze jeden dzień”,  Muza SA, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat