„Włoski skarbiec. Najlepsze komiksy: Massimo De Vita” – recenzja

Recenzja komiksu „Włoski skarbiec. Najlepsze komiksy: Massimo De Vita”.
„Włoski skarbiec. Najlepsze komiksy: Massimo De Vita” to album, który działa jak starannie otwierana szkatułka: z każdą stroną odsłania kolejne walory – estetyczne, narracyjne i historyczne. To nie jest zbiór do „połknięcia” jednym tchem, lecz publikacja do smakowania, wracania do wybranych historii i podglądania, jak wiele twarzy może mieć klasyczny komiks Disneya.

Tom gromadzi sześć opowieści autorstwa Massimo De Vity, jednego z najważniejszych włoskich twórców związanych z uniwersum Kaczogrodu. Zamiast jednej rozbudowanej fabuły dostajemy przekrój przygód – krótszych i dłuższych, lekkich i bardziej przygodowych. To świadomy wybór redakcyjny, który dobrze oddaje skalę możliwości autora i różnorodność gatunkową jego twórczości. 

Największą siłą albumu pozostaje warstwa graficzna. Kreska De Vity jest miękka, płynna i niezwykle „żywa”. Postacie niemal nieustannie są w ruchu: gestykulują, reagują, ich mimika bywa bardziej wymowna niż dialogi. Kadrowanie prowadzi wzrok czytelnika z naturalną lekkością – bez chaosu, z doskonałym wyczuciem rytmu. Kolorystyka jest klasyczna, nasycona, ale nie agresywna. Może z wyjątkiem komiksu „Mąka na naleśniki” z 1963 roku, gdzie faktycznie kolory są intensywniejsze. W pozostałych komiksach ze zbioru barwy wspierają rysunek, nie dominują nad nim, a dopracowane tła budują przestrzeń i klimat, nie przytłaczając pierwszego planu.

Na uwagę zasługuje także wybór samych historii. Nietypowe, mniej przygodowe, skoncentrowane na warstwie obyczajowej jest „Wiosenne zauroczenie” – kameralna, humorystyczna opowieść skupiona na Dyziu, jego pierwszej miłości i braterskiej „interwencji” Hyzia i Zyzia. To komiks lekki, ale celnie obserwujący emocje i relacje. Muszę jednak przyznać, że bardziej przypadły mi do gustu historie, które koncentrują się na Wujku Sknerusie i jego obsesji na punkcie bogactwa, rywalizacji z Kwakerfellerem i Braćmi Be oraz wyprawach po skarby. W tomie pojawia się również Superkwęk, mierzący się z zagadką nagłej mody na odchudzanie w Kaczogrodzie. Każda opowieść uderza w nieco inny ton, dzięki czemu zbiór nie nuży, a jest wspaniałą podróżą do czasów dzieciństwa. Dla współczesnego czytelnika część fabuł może wydać się zbyt prosta i przewidywalna, co jest naturalną konsekwencją epoki, z której pochodzą, ale dla mnie nie stanowi to wady, a obraz czasów.

Cennym dodatkiem są materiały redakcyjne. Teksty przybliżające sylwetkę De Vity, kulisy powstawania komiksów mają realną wartość poznawczą. To coś więcej niż ozdobnik – to solidne uzupełnienie lektury. Dowiemy się tu między innymi, że Massimo De Vita bardziej od Kaczogrodu pokochał mysie przygody bohaterów Disneya. Tę część szczególnie docenią starsi czytelnicy i kolekcjonerzy. 

Całość dopełnia znakomite wydanie: twarda oprawa, gładki papier, intensywne kolory i wyraźny druk. Fakt, że wszystkie zawarte historie nie były wcześniej publikowane w Polsce, tylko podnosi wartość tomu. „Włoski skarbiec” to album piękny, dopracowany i uniwersalny – idealny zarówno dla młodszych czytelników, jak i dla dorosłych fanów Kaczora Donalda. Świetny na prezent i jeszcze lepszy do domowej biblioteczki.

Anna Wasyliszyn

„Włoski skarbiec. Najlepsze komiksy: Massimo De Vita”, Story House Egmont, Warszawa, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat