Młoda policjantka, Anita Starska, jest ambitna i po cichu marzy o większych sprawach, jednocześnie ceniąc sobie spokój panujący w Lądku-Zdroju. Niespodziewanie dla wszystkich, w lesie odkryte zostają beczki z tajemniczą substancją. Po bliższych oględzinach okazuje się, że to nie jedyna tajemnica, jaką skrywają potencjalnie toksyczne odpady, ponieważ w jednej z nich policjanci znajdują również szkielet człowieka. Prokuratura wszczyna śledztwo, którym kieruje Feliks Niemiłko, wysłany do Lądka przez swojego szefa, oczywiście za karę, mężczyzna nie potraktował dość serio swoich obowiązków, co doprowadziło do tragedii. Za „śmieciowymi gangami” stoją ogromne pieniądze i obydwoje wiedzą, że pakują się w poważne bagno, nie zamierzają jednak się ugiąć i szukają prawdy.
„Wody czerwone” to kolejny thriller polskiego autorstwa, który czytam w tym roku i niestety, łączy go znów ten sam błąd, co wiele innych podobnych nowości. Autorka zbyt szczegółowo opisuje każdy nieistotny szczegół taki jak wielkość gabinetu, kolor oczu bohatera czy proces parzenia herbaty. Przy kolejnym powtórzeniu opisu włączania czajnika wraz ze wszystkimi detalami aż zgrzytałam zębami i naprawdę zwątpiłam, czy dam radę doczytać tę powieść do końca. Zabiegi literackie stosowane przez pisarkę są naprawdę dla mnie niezrozumiałe, zamiast zastosować prosty język i skupić się na fabule dostajemy takie kwiatki: „Dziewczyna w policyjnym mundurze z oznaczeniem aspiranta na pagonach wgapiała się w niego tak, jakby właśnie zobaczyła ducha.” i kolejny raz razi mnie te nabijanie znaków na siłę. Dobra fabuła broni się sama, a tego typu manewry słowne, jak i liczne przeskoki w czasie zdecydowanie pokonały autorkę sprawiając, że często natrafiałam na fragmenty, których wręcz nie dało się czytać.
Mimo rosnącej niechęci zdecydowałam się czytać dalej i muszę przyznać, że gdzieś tam w drugiej połowie nawet trochę się wciągnęłam, być może sam zamysł, pomysł na fabułę był całkiem niezły. Niestety, przy dodawaniu na siłę kolejnych znaków do tekstów i absurdalnych, licznych powtórzeniach nieistotnych dla akcji faktów, nijakich i niezbyt sensownie skonstruowanych postaciach, sam pomysł to za mało, aby „Wody czerwone” w jakikolwiek sposób obronić. Za to w momencie, gdy akcja nabiera tempa i można by się spodziewać, że wszystko się wyjaśni, następuje takie zamieszanie i nagromadzenie informacji, że momentami ciężko było się w tym wszystkim połapać i to nie ze względu na zaskoczenie, jakie mnie spotkało, a zwyczajnie zabrakło tutaj logiki.
Wiem, że debiut autorki, czyli „Wróżda” zdobył naprawdę wiele dobrych opinii i z tego względu nie skreślam przy pierwszym zapoznaniu się jej twórczości, mimo że „Wody czerwone” wyjątkowo mnie rozczarowały. Znane nazwiska w licznych rekomendacjach na okładce niestety nie wystarczą, aby thriller faktycznie trzymał w napięciu.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)
Agata Kunderman, „Wody czerwone”, Wydawnictwo Initium, Kraków, 2024
Komentarze