Temat i czas o tyle trudny, że pełen dramatów. Przy okazji można popełnić masę błędów – można napisać powieść banalną, komercyjną, nudną. Na szczęście, autorka tych błędów uniknęła i stworzyła całkiem sympatyczną książkę.
Krucza 46 – to adres, który łączy wszystkich bohaterów książki Marii Ulatowskiej. To adres, pod którym mieszkali wszyscy – krócej, dłużej, chwilowo i na stałe. To adres, który łączy pokolenia, ludzi, historie.
Wszyscy bohaterowie powieści to mieszkańcy Warszawy, którzy nie biorą czynnego udziału w walkach, a raczej prowadzą „normalne życie” na Kruczej. Biorą śluby, chowają bliskich, rozkopują gruzy, zdobywają jedzenie i po prostu starają się przeżyć.
Główne wątki kumulują się wokół Tosi – małej dziewczynki, a później kobiety – która w czasie wojny została oddana przez biologicznych rodziców sąsiadom na wychowanie oraz Piotra – chłopca, który stracił cała rodzinę jeszcze przed Powstaniem Warszawskim.
Antonina dorasta, chodzi do szkoły, w końcu bierze ślub i zakłada własną rodzinę i wyprowadza się z Kruczej. Na Kruczą powraca natomiast Piotr – ze swoją nową rodziną i prowadzi trudne życie w czasach Polski Ludowej.
Autorka, mino braku chronologii, tak prowadzi narrację, że czytelnik nie ma żadnego problemu z orientacją. Wszystko układa się w taki sposób, że doskonale czujemy się w tej czasoprzestrzeni.
Pomimo trudnego tematu – powieść „Kamienica przy Kruczej” czyta się świetnie. Jest ciepła i serdeczna, a język powieści – zwykły, naturalny sprawia, że momentalnie utożsamiamy się z bohaterami, przeżywamy ich problemy i cieszymy się z sukcesu.
Nie jest to może powieść najwyższych lotów, ale czytadłem jest w miarę dobrym. Sympatycznym. Takim, które czyta się szybko i miło (mimo tematyki).
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
Maria Ulatowska, „Kamienica przy Kruczej”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze