Wśród tego otoczenia przeciętny facet w średnim wieku, z lekką nadwagą o dość gorzkim spojrzeniu na świat i jednocześnie ciętym językiem w jego opisie. Poznajemy Georga Bowlinga. To mężczyzna, który wiedzie spokojne i poukładane życie. Jednak to także mężczyzna, który ma świadomość swojego nie do końca ciekawego żywota, swojego wyglądu i przykrych, niepewnych czasów. Przeżywa typowy kryzys wieku średniego. Ostrym jak brzytwa językiem oddaje czytelnikowi obraz tamtejszych czasów ‘od podszewki’. Choć jego naturalistyczny opis rzeczywistości może budzić niesmak, to mimo wszystko jest to klasyka, bardzo stosowny opis. Prosty i bardzo szczegółowy zarys życia. George Bowling przedstawia nam swoje życie od najbardziej osobistej i czysto naturalnej strony: chwali się sztuczną szczęką. I to niemal jedyna rzecz, z której czerpie radość.
Bohater prowadzi monolog, w którym wyrzuca z siebie żale całego swojego życia. Dwójka jakże uroczych dzieci, patrząc z zewnątrz oczywiście. Darzy je, jak sam mówi, dość osobliwym uczuciem. Bo kiedy człowiek chce spokojnie poczytać gazetę, to akurat muszą wrzeszczeć na siebie z byle powodu. I wtedy „aż rzygać się chce na ich widok”. Do tego żona, która obliczałaby jak zaoszczędzić trochę grosza nawet podczas bombardowania. I to jej wieczne narzekanie. Raty do spłacenia za dom. Coraz bardziej odczuwa zniewolenie tego schematu. Nabiera poczucie społecznej niesprawiedliwości. Nie widzi nadziei na lepsze jutro dla siebie jako jednostki w kapitalistycznym ustroju. Aż… brak tchu. Na szczęście George ma trochę oszczędności i planuje odetchnąć, i powrócić do krainy wiecznego lata, dzieciństwa i niespełnionych, prostych chłopięcych marzeń. Z pewnością każdy z nas może doskonale wczuć się w jego skórę. A trudny to akurat czas…
George Orwell kojarzony jest głównie z „Folwarkiem zwierzęcym” oraz „Rokiem 1984”. Jednak to „Brak tchu” uznawany jest za pozycję zdecydowanie najlepszą w całym dorobku pisarza, a w Polsce ukazuje się po raz pierwszy. „Brak tchu” to powieść obyczajowa. Mimo że Orwell przedstawia przeddzień wybuchu II wojny światowej i rzecz dzieje się w zupełnie innych czasach, możemy uświadomić sobie, że niewiele się teraz zmieniło. Nasze życie może w bardzo zbliżonym stopniu przypominać życie Georga Bowlinga. Nie jest to powieść trudna, wręcz przeciwnie, czyta się ją bardzo łatwo, nawet szybko. Jest przejrzysta, nie zawiera wyszukanych słów, ani zbędnego patosu. To jednak lektura skrajnie pesymistyczna od samego początku do ostatnich stron. Ten smutny obraz, niejednokrotnie przytłaczający czytelnika, pozostawia niemiły nastrój po sobie. Z pewnością nie jest to książka do czytania dla relaksu czy odprężenia po ciężkim dniu. Mimo wszystko to klasyka, po którą warto sięgnąć i znaleźć trochę czasu na przemyślenie niektórych spraw razem z autorem.
Katarzyna Picz
(katarzyna.picz@dlalejdis.pl)
George Orwell, „Brak tchu”, Bellona, Warszawa 2012
Komentarze