Hipolit Oliński zabiera nas na imprezę, jakiej nie przeżył nikt. Codzienne balangi, brak planu na życie, byle się zabawić. Obok tej wszechobecnej zabawy i wiecznego poczucia braku jakiejkolwiek odpowiedzialności za własne czyny, jest komunizm, wielkie nazwiska oraz niezwykłe postaci.
Grupa młodych ludzi cieszy się wolnością na swój własny, trochę na pozór mało oryginalny sposób. Spotykają się niemal każdego dnia, aby poczuć niczym nieskrępowaną, upragnioną wolność. Każdy rozumie to inaczej. Główni bohaterowie akurat wymyślili imprezy i życie z dnia na dzień. Są kąpiele w rzece zimową porą, dziwne zabawy i hektolitry alkoholu. Jest również niemało niecenzuralnych słów, które jednak pasują do treści książki.
„Woodstock Generation, czyli Wyższa Szkoła Jazdy” jest faktycznie jazdą bez trzymanki na najwyższych obrotach. Z jednej strony jest młodzież, której w głowie są tylko imprezy, a z drugiej strony jest patetyczne tło, czyli komunizm, ideologia Jarocina, bohaterowie narodowi i upragniona wolność. Ilość przekleństw może co niektórych odstraszyć, jednak w moim odczuciu (mimo, że nie przepadam za takim językiem w literaturze) tutaj to zaskakująco spaja całą fabułę. Oliński zgrabnie i niezwykle trafnie wplata cytaty piosenek takich artystów jak Closterkeller, Jacka Kaczmarskiego czy Marka Grechuty (!) w treść książki.
Po przeczytaniu książki odczułam jednak niedosyt pozostając z pytaniem: Co dalej? Dla mnie książka skończyła się trochę w martwym punkcie, ale może jednak nie zakończenie jest tutaj najważniejsze. Może taki był zamysł Olińskiego, który wręcz narzucił czytelnikowi refleksję o wolności. Ale czy ciągłe pijaństwo i imprezowanie to tak naprawdę wolność? Trzeba przeczytać tę książkę, żeby się tego dowiedzieć.
Marta Mirowska
(marta.mirowska@dlalejdis.pl)
Hipolit Oliński, „Woodstock Generation, czyli Wyższa Szkoła Jazdy”, Novae Res, Gdynia
Komentarze