Jeśli jesteś kobietą w określonym wieku, to raczej zakładasz różne rzeczy, ale w granicach rozsądku. Gdy masz 42 lata, to raczej cieszysz się w miarę uporządkowanym życiem zawodowym i rodzinnym, niektórzy wręcz sugerują, że zaczynasz odcinać kupony od tego, co już się wydarzyło. Tak się dzieje jednak pod warunkiem, że nie jesteś bohaterką powieści Gabrieli Gargaś.
Otóż ona, Tatiana, Matka Roku, tym razem pojawia się w dość nieoczekiwanych dla siebie realiach. Bo czyż ciąża jest oczekiwana? Owszem, bywa, ale jeśli jest się matką dwóch nastolatków, z których jeden wkracza w dorosłość, to raczej mówi się o niej w kategorii wpadki i zaprzeczania. Tak w zasadzie reaguje każda kobieta po 40., która jakoś specjalnie nie myśli o dziecku, zwłaszcza gdy już wyrosła z etapu wychowywania niemowląt.
Do tego dochodzi serdeczna przyjaciółka, która się zakochuje i odkochuje, ale tym razem nawet ona trafia na kamień. Daria, taka kosa, taka wyzwolona kobieta, a jednak ulega urokowi swojego szefa. Chociaż może raczej on ulega jej urokowi? A może to tylko odzwierciedlenie powiedzenia: „kto się czubi, ten się lubi”? I choć przysłowia, zwane nie wiadomo dlaczego mądrościami ludowymi, często nie przystają do naszych czasów, to w tym przypadku jakoś dziwnie mocno są prawdziwe.
Gdybym zatem miała podsumować fabułę, to wygląda ona następująco: czterdziestolatka („ogona” nie liczę) zachodzi w ciążę, ale jednocześnie dowiaduje się, że jej syn chce sobie ułożyć życie. „Chce” to za dużo powiedziane. Musi, bo także on będzie ojcem. Tak, tak, nasza ciężarna matka cieszy się i boi się jednocześnie, bo w tym samym czasie zostanie świeżo upieczoną matką oraz babcią. Robi się zatem coraz ciekawiej.
Tu warto przypomnieć, nieco dla formalności, że nasza bohaterka jest dorabiającą dziennikarką, zatem jej nieco odmienny stan na pewno będzie stanowił – zawodowo - pretekst do serii artykułów czy programów. W końcu trzeba to jakoś wykorzystać.
Uff, sporo tego jak na jedną, spokojną powieść dla kobiet. Chociaż tak przecież czasem wygląda nasze życie: niby wszystko było poukładane, ale nagle trzeba w krótkim czasie dokonać koniecznych zmian. One się nie pytają, czy na nie czekamy, one po prostu są i już.
Muszę się przyznać, że chociaż nie byłam fanką „Matki roku”, to „Wpadka roku” zabrała mnie w dość ciekawy świat, w którym po pandemii prawie wszystko staje na głowie. Często bez pytania nas o zdanie. Ciekawie, dynamicznie, emocjonalnie, inaczej niż zwykle. Taki jest świat, pokazany przez Gabrielę Gargaś. Taki bywa mój świat. A Wasz?
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Gabriela Gargaś, „Wpadka roku”, Warszawska Skarpa, 2022
Komentarze