To niezwykle ciekawa publikacja. Znajdziemy w niej znakomity zestaw autorów, którzy zaserwowali nam swoje postrzeganie miłosnych relacji w stolicy Dolnego Śląska. Czytelnik dostaje barwny wachlarz uniesień naznaczonych zwątpieniami, rozpaczą, złością i szczęściem. A to i tak zaledwie garstka emocji.
„Miłość we Wrocławiu” to multum nazwisk, stylów, narracji i temperamentów. Wszystko złączone jednym motywem, ale kreatywność autorów uchroniła, na szczęście, książkę przed sztampowym romantycznym potraktowaniem tematu. „Miłość we Wrocławiu” zaskakuje co rusz. „Stacz” debiutującej Joanny Pachli z jednej strony porusza, z drugiej napawa lękiem. Nieco przeraża „Oddana” Łukasza Orbitowskiego. Z kolei opowiadanie „Siedem schodów” Andrzeja Ziemiańskiego pozwala wierzyć, że cuda się zdarzają. Dorzućmy do tego obsesyjny wymiar uczuć w ujęciu Marty Syrwid i erotyczny u Wojciecha Kuczoka, a okaże się, że miłość po wrocławsku niejedno ma imię.
Publikacja szczególnie przypadnie do gustu mieszkańcom Wrocławia, bo przemierzając z bohaterami dobrze znam nam miejsca, stajemy się podglądaczami ich wypraw. Ba! Automatycznie porównujemy ich wybory lokali czy miejsc spotkań ze swoimi. Dodatkowo wizualizacja tychże miejsc zdecydowanie wpływa na głębszy, bardziej emocjonalny odbiór treści. Innych zaś czytelników, którzy z Wrocławiem nic wspólnego nie mają, książka ta być może nakłoni do wizyty tutaj, by samemu poznać zakamarki miasta, a może i odnaleźć w nim trochę dobrych uczuć.
Po lekturze książki, aż chce się oznajmić, że jeśli kochać, to tylko we Wrocławiu. Nawet jeśli ta miłość nie jest przepisowo idealna. I dobrze, bo powiew nudy byłby wówczas nie do zniesienia i na kartkach książki, i w życiu.
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
„Miłość we Wrocławiu”, Wydawnictwo EMG, Kraków 2011
Komentarze