Wrota piekieł witają i zapraszają

Recenzja książki Katarzyny Bereniki Miszczuk Ja, diablica.
Jakiś czas temu – mniej - więcej w momencie pojawienia się na rynku „Życia po życiu” w literaturze (i w zasadzie w całej kulturze) masowej niezwykle modny stał się ponownie(!)...

motyw śmierci, reinkarnacji, podróży w stronę światła czy śmierci klinicznej. Miszczuk zjawisko zgonu (własnego zgonu dodajmy) oswaja poprzez masę absurdu, humoru i odrobinę (!)historii.

Wiktoria zostaje zamordowana i trafia do magicznego korytarza, który okazuje się piekielnym – niezmiernie podobnym do naszego ludzkiego – urzędem, który przydziela nowym mieszkańcom miejsce zamieszkania i nowe zadania. Nasza bohaterka dostępuje zaszczytu – nie będzie zwykłym mieszkańcem piekła, ale stanie się diablicą - dostanie klucz oraz jabłko (symbol nie tylko grzechu pierworodnego, ale również władzy) i oto będzie werbowała nowych mieszkańców, tzn. będzie toczyła walkę z aniołami o dusze śmiertelników (prawie jak w moralitecie).

Ale Wiktoria ze śmiercią pogodzić się nie może. Podróżuje więc pomiędzy piekielnym Los Diablos, a swoją ziemską kawalerką i żyje (dzięki diabelskim umiejętnościom) na dwa etaty. A towarzyszą jej w tym zakochany diabeł – Beleth, Kleopatra (ta, Kleopatra!) czy całkiem zwyczajna śmierć. Poznajemy też Azazela, który postanawia przeprowadzić w piekle rewolucję i odebrać władzę Lucyferowi.

Bohaterowie „Ja, diablica” są do siebie bardzo podobni. Brak im, niestety, indywidualizmu językowego, brak i też właściwie jakiegokolwiek innego indywidualizmu. Trochę się zlewają, ale jakoś to w odbiorze książki nie przeszkadza. Czytelnik w zasadzie ( i bez zasady też) ich lubi, czuje do nich sympatię, a już samo użycie w tytule zaimka „ja” uwierzytelnia fabułę. Taki prosty zabieg sprawia, ze czytelnik od początku czuje się związany z bohaterami i ciekawy jest ich dalszych losów. A oni – choć już nieżywi – kochają, nienawidzą, lubią, denerwują się, kłócą się. Jak zwykli ludzie.

Miszczuk raczej relacjonuje, niż ocenia postępowanie bohaterów. W jej powieści brak nachalnego moralizatorstwa, a to sprawia, że czyta się ją jeszcze przyjemniej. Zdarzają się co prawda banały w stylu carpe diem,ale ani one nie rażą ani nie odpychają. A to wielki pozytyw – napisać powieść, która w założeniu ma przekazać proste życiowe prawdy bez namolnego pouczania.

Powieść to połączenie komedii, kryminału, fantastyki i romansu. Miszczuk rewelacyjnie posługuje się znanymi ogólnie popkulturowymi schematami, motywami i tematami – zmienia je, bawi się nimi, przypomina, przerabia. Dodaje do tego masę uroczego humoru i tworzy mieszankę wybuchową. Ale jakże urokliwą.

Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)

Katarzyna Berenika Miszczuk, „Ja, diablica”, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat