motyw śmierci, reinkarnacji, podróży w stronę światła czy śmierci klinicznej. Miszczuk zjawisko zgonu (własnego zgonu dodajmy) oswaja poprzez masę absurdu, humoru i odrobinę (!)historii.
Wiktoria zostaje zamordowana i trafia do magicznego korytarza, który okazuje się piekielnym – niezmiernie podobnym do naszego ludzkiego – urzędem, który przydziela nowym mieszkańcom miejsce zamieszkania i nowe zadania. Nasza bohaterka dostępuje zaszczytu – nie będzie zwykłym mieszkańcem piekła, ale stanie się diablicą - dostanie klucz oraz jabłko (symbol nie tylko grzechu pierworodnego, ale również władzy) i oto będzie werbowała nowych mieszkańców, tzn. będzie toczyła walkę z aniołami o dusze śmiertelników (prawie jak w moralitecie).
Ale Wiktoria ze śmiercią pogodzić się nie może. Podróżuje więc pomiędzy piekielnym Los Diablos, a swoją ziemską kawalerką i żyje (dzięki diabelskim umiejętnościom) na dwa etaty. A towarzyszą jej w tym zakochany diabeł – Beleth, Kleopatra (ta, Kleopatra!) czy całkiem zwyczajna śmierć. Poznajemy też Azazela, który postanawia przeprowadzić w piekle rewolucję i odebrać władzę Lucyferowi.
Bohaterowie „Ja, diablica” są do siebie bardzo podobni. Brak im, niestety, indywidualizmu językowego, brak i też właściwie jakiegokolwiek innego indywidualizmu. Trochę się zlewają, ale jakoś to w odbiorze książki nie przeszkadza. Czytelnik w zasadzie ( i bez zasady też) ich lubi, czuje do nich sympatię, a już samo użycie w tytule zaimka „ja” uwierzytelnia fabułę. Taki prosty zabieg sprawia, ze czytelnik od początku czuje się związany z bohaterami i ciekawy jest ich dalszych losów. A oni – choć już nieżywi – kochają, nienawidzą, lubią, denerwują się, kłócą się. Jak zwykli ludzie.
Miszczuk raczej relacjonuje, niż ocenia postępowanie bohaterów. W jej powieści brak nachalnego moralizatorstwa, a to sprawia, że czyta się ją jeszcze przyjemniej. Zdarzają się co prawda banały w stylu carpe diem,ale ani one nie rażą ani nie odpychają. A to wielki pozytyw – napisać powieść, która w założeniu ma przekazać proste życiowe prawdy bez namolnego pouczania.
Powieść to połączenie komedii, kryminału, fantastyki i romansu. Miszczuk rewelacyjnie posługuje się znanymi ogólnie popkulturowymi schematami, motywami i tematami – zmienia je, bawi się nimi, przypomina, przerabia. Dodaje do tego masę uroczego humoru i tworzy mieszankę wybuchową. Ale jakże urokliwą.
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
Katarzyna Berenika Miszczuk, „Ja, diablica”, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2010
Komentarze