Wsi (nie)spokojna!

Recenzja książki Joanny Rogali Doktor Karolina.
Każdy z nas ma takie dni, że jedyne, na co mamy ochotę, to ucieczka. Od pracy, stresu, problemów, wielkomiejskiego gwaru. Idealnym miejscem na przywracanie ładu organizmowi i skołatanym myślom, jest wieś. Wiem coś o tym. Ja jeżdżę na wieś, bo tam moje rodzinne korzenie. Bohaterka książki Joanny Rogali wyjazd do dziadka traktuje jako wakacyjny relaks połączony ze zdobywaniem pierwszych zawodowych szlifów. Nawet przez myśl jej nie przejdzie, że oto tu, w małej Zalesiance, być może przyjdzie jej sp



Karolina, ma prosty plan na życie. Właśnie skończyła weterynarię, a przed nią jawi się perspektywa  kolejnych naukowych wyzwań, nad którymi się waha. Dodatkowo narzeczony widzi dla niej miejsce obok siebie, w Londynie. Jej przyjazd do siebie uznaje za oczywistość. Karolina ma inne zdanie i dobitnie daje o tym znać. Miłość do zwierząt staje się motorem jej zawodowych poczynań, nawet jeśli realizować ma się w wiejskim gabinecie weterynaryjnym, stwierdzając zgony miejscowych zwierząt. To dla niej ważniejsze niż pogoń za karierą.

Byłoby jednak zbyt sielankowo, gdyby wszystko toczyło się bez problemów. A te pojawią się (na szczęście) co rusz, dzięki czemu fabuła ma niezły napęd. Karolina zamiast zostać asystentką weterynarza, nagle sama przejmuje stery i musi sobie radzić. Problemów, bardziej niż zwierzęta, dostarczają jednak miejscowi, którzy nową panią doktor ( nie dość, że kobieta, to jeszcze z miasta!) traktują z nieufnością. Ma więc Karolina mur do skruszenia. Szczególnie, że wpada na trop afery zakrawającej o nielegalny ubój zwierząt. Swoje domysły będzie musiała zweryfikować z rzeczywistością, w czym pomoże jej nowy podleśniczy Grzegorz, jednocześnie lokator dziadka. Tych dwoje zasługuje na kilka słów. Ich relacja przypomina bowiem małe tornado. Zacieśnienie więzów neguje sama Karolina, która swoimi feministycznymi poglądami, skutecznie doprowadza do szału Grzegorza, pokazując, że sama sobie ze wszystkim poradzi. Nić porozumienia jednak wreszcie się nawiązuje i z czasem mocno zapętla, na co tak naprawdę liczymy przez całą książkę.

„Doktor Karolina” to lektura z gatunku lekkich i przyjemnych. Nie można jej jednak zarzucić bylejakości. W zgrabny sposób przemyca bowiem życiowe niuanse, obnaża wiejską i jakże prawdziwą mentalność, pokazuje, że nasze decyzje czasem zmieniają się jak w kalejdoskopie wbrew temu, co sobie zaplanowaliśmy. A upór nie zawsze jest wskazany, gdy do głosu dochodzą podszepty serca.

Katarzyna Stec
(katarzyna.stec@dlalejdis.pl)

Joanna Rogala, „Doktor Karolina”, Replika 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat