Karolina, ma prosty plan na życie. Właśnie skończyła weterynarię, a przed nią jawi się perspektywa kolejnych naukowych wyzwań, nad którymi się waha. Dodatkowo narzeczony widzi dla niej miejsce obok siebie, w Londynie. Jej przyjazd do siebie uznaje za oczywistość. Karolina ma inne zdanie i dobitnie daje o tym znać. Miłość do zwierząt staje się motorem jej zawodowych poczynań, nawet jeśli realizować ma się w wiejskim gabinecie weterynaryjnym, stwierdzając zgony miejscowych zwierząt. To dla niej ważniejsze niż pogoń za karierą.
Byłoby jednak zbyt sielankowo, gdyby wszystko toczyło się bez problemów. A te pojawią się (na szczęście) co rusz, dzięki czemu fabuła ma niezły napęd. Karolina zamiast zostać asystentką weterynarza, nagle sama przejmuje stery i musi sobie radzić. Problemów, bardziej niż zwierzęta, dostarczają jednak miejscowi, którzy nową panią doktor ( nie dość, że kobieta, to jeszcze z miasta!) traktują z nieufnością. Ma więc Karolina mur do skruszenia. Szczególnie, że wpada na trop afery zakrawającej o nielegalny ubój zwierząt. Swoje domysły będzie musiała zweryfikować z rzeczywistością, w czym pomoże jej nowy podleśniczy Grzegorz, jednocześnie lokator dziadka. Tych dwoje zasługuje na kilka słów. Ich relacja przypomina bowiem małe tornado. Zacieśnienie więzów neguje sama Karolina, która swoimi feministycznymi poglądami, skutecznie doprowadza do szału Grzegorza, pokazując, że sama sobie ze wszystkim poradzi. Nić porozumienia jednak wreszcie się nawiązuje i z czasem mocno zapętla, na co tak naprawdę liczymy przez całą książkę.
„Doktor Karolina” to lektura z gatunku lekkich i przyjemnych. Nie można jej jednak zarzucić bylejakości. W zgrabny sposób przemyca bowiem życiowe niuanse, obnaża wiejską i jakże prawdziwą mentalność, pokazuje, że nasze decyzje czasem zmieniają się jak w kalejdoskopie wbrew temu, co sobie zaplanowaliśmy. A upór nie zawsze jest wskazany, gdy do głosu dochodzą podszepty serca.
Katarzyna Stec
(katarzyna.stec@dlalejdis.pl)
Joanna Rogala, „Doktor Karolina”, Replika 2010
Komentarze