„Wskazówki zegara” - recenzja

Recenzja książki „Wskazówki zegara”.
„Wskazówki zegara” to zbiór 23 opowiadań grozy, groteski i makabry, w których potwory, umarli i inne istoty z pogranicza świata żywych snują swoje historie. Klasyczna gotycka konwencja spotyka się tu z bardzo mocną fascynacją efektownym słowem – niestety nie zawsze z korzyścią dla opowieści.

Zacznę od tego, co dobre, bo kilka tekstów naprawdę przypadło mi do gustu. „Kamienica” była dla mnie najlepszym opowiadaniem w zbiorze. Ma historię, napięcie, sensowne rozwinięcie i mocny finał, a przede wszystkim język nie przeszkadza fabule. Nie przestraszyłam się, ale doceniłam ją jako porządnie skonstruowaną historię grozy. „Piwnica” również bardzo mi się podobała – tutaj archaizowany, wiktoriański styl wreszcie zadziałał, bo współgrał z konwencją i atmosferą. Powiązane z nią „Wieko” wypada już nieco słabiej, ale nadal jest przyzwoite. Ciekawie wypadł też „List pana Williama Worthless’a”, stylizowany na klasyczną gotycką relację zawartą w liście do lekarza.

I właśnie te opowiadania pokazują, że problemem nie jest sama stylizacja na literaturę wiktoriańską. Pierwszoosobowa narracja, monolog czy list są przecież bardzo naturalnymi środkami w klasycznej literaturze grozy. Problem pojawia się wtedy, gdy stylizacja przestaje być narzędziem, a zaczyna być głównym bohaterem tekstu.

„Wskazówki zegara” są bowiem bardzo, bardzo przegadane. W wielu miejscach miałam wrażenie, że autorka nie potrafi zrezygnować z żadnego przymiotnika, porównania czy metafory. Prosta informacja zostaje rozciągnięta do kilku linijek, choć jej sens pozostaje dokładnie taki sam. Przykładowo pisklęta, które po prostu wypadły z gniazda, doczekały się rozbudowanego opisu „nagich skrzydeł, pokrytych tylko naciągniętym płatem różowiutkiej skóry” i „kilku kawałków mięsa”. W pewnym momencie zaczęłam czytać takie zdania wybiórczo, szukając podmiotu i orzeczenia, żeby zorientować się, co właściwie się wydarzyło.

Podobnie jest z metaforami. „Poddając się zwątpieniu ogarniającemu mnie na podobieństwo karmazynowego welonu niespełnionych pragnień i nadziei, które więdły z każdym dniem” jest dla mnie przykładem sytuacji, w której forma zaczyna przesłaniać treść. A obok tego mamy choćby „przerdzewiałe na słowo honoru drzwiczki” poprzedzone opisem desek przeżartych przez korniki – a właściwie przez „władcę korników”.

Najbardziej charakterystyczny jest jednak fragment, w którym bohaterka opisuje swoje gnijące powieki, a następnie stwierdza, że ich uszkodzenie może przyczynić się do powstania nowego związku frazeologicznego: „skuteczny jak dziurawe powieki”. Sam żart o powiekach był dla mnie całkiem udany. Problem w tym, że chwilę później narratorka sama zachwyca się własnym sformułowaniem: „Piękne sformułowanie, prawda?”. W połączeniu z innymi tekstami zaczęło to budować we mnie wrażenie, że autorka jest bardzo zafascynowana własną literacką osobowością.

I tu dochodzimy do kolejnego punktu: groza. W książce jest mnóstwo makabry, gnicia, ran, robactwa i śmierci, ale ani razu nie poczułam strachu. Makabra sama w sobie nie jest przecież jeszcze grozą. Można opisać coś bardzo obrzydliwego i nie wywołać w czytelniku żadnego niepokoju. W tym przypadku częściej miałam wrażenie, że tekst informuje mnie, iż coś jest „ohydne”, „obrzydliwe” czy „straszliwe”, zamiast rzeczywiście sprawić, żebym tak to odczuła.

Szkoda tym większa, że pod warstwą językowych ozdobników naprawdę znajdują się ciekawe pomysły. „Koszmar” ma sensowną fabułę, a „Grób” zdecydowanie zapada w pamięć przez swoją bezpośredniość i mocny erotyczno-makabryczny wątek. Problem w tym, że w wielu krótszych formach zamiast rozwiniętej historii dostawałam przede wszystkim opis – czasem efektowny, czasem groteskowy, ale niekoniecznie prowadzący dokądś.

Ostatecznie „Wskazówki zegara” są dla mnie książką nierówną. Mają kilka naprawdę udanych opowiadań, ciekawy pomysł na cały zbiór i wyraźną fascynację klasyczną literaturą grozy. Potrafią też pokazać, że autorka umie stworzyć dobrą historię, kiedy pozwoli jej po prostu wybrzmieć.

Najbardziej podobały mi się właśnie te momenty, w których przestawała udowadniać, że potrafi pisać mrocznie, i po prostu opowiadała historię. Może więc nie potrzebowałam kolejnego „karmazynowego welonu niespełnionych pragnień”. Może wystarczyłoby czasem po prostu powiedzieć, że ktoś jest smutny.

Ewa Jarosz

Dziecię Ciemności, ,,Wskazówki zegara”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2026.



Komentarze




Newsletter

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat