„Współautorzy” - recenzja

Recenzja książki „Współautorzy”.
„Razem z nimi zaczynamy nowy projekt”

Nie wiem, czy w obecnym czasie można jeszcze pisać o rosyjskich pisarzach, niemniej Aleksandra Marinina pisze po rosyjsku i od lat znajduje się w czołówce autorek znanych nie tylko w jej ojczyźnie. Miałam możliwość ją poznać, kiedy kilka lat temu była w Polsce. Bo w Polsce jest także czytana i chyba nadal popularna jako autorka poczytnych kryminałów.

Marinina ma swoją ulubioną bohaterkę – Nastię Kamieńską, oficera policji, dochodzeniowca, która jest niezwykle podobna do samej autorki. Tym razem Nastia, oprócz tradycyjnej pracy śledczej, zdaje egzamin doktorski, ale równocześnie zaczyna w przyspieszonym czasie przeżywać kryzys wieku średniego. Chociaż nie, to raczej przyspieszone doświadczenie, że ona jest stara i wszystko, co dobre, już za nią.

Tak więc mamy policjantkę (raczej milicjantkę, bo powieść była napisała w 2003 roku, gdy w Rosji obowiązywało jeszcze stare nazewnictwo dla sektora mundurowego). Tyle że nie ma jeszcze żadnej zbrodni, żadnego przestępstwa, nic, czym mogłaby się zająć Kamieńska albo ktoś z jej współpracowników.

Czy będą przestępstwa? O, tak. Najpierw pojawi się konieczność przejęcia sprawy zabójstwa żony biznesmena. Nie można odmówić, bo sprawa trafiła do Kamieńskiej prosto z ministerstwa spraw wewnętrznych, więc trzeba pomóc. Czasem za wszelką cenę. Do tego pojawi się sprawa, o której niewiele wiadomo. Otóż troje piszących i wydających książki jako jeden poczytny autor, ma problemy. Zgłasza je kobieta, która jest częścią tego zespołu, bojąc się o zdrowie ale i życie głównego piszącego, którym jest poczytny pisarz.  Coś się dzieje. Może ktoś go szantażuje? Może czyha na jego życie, bo sama gospodyni, która jednocześnie wychowała naszego pisarza, podejrzewa, że ktoś chce go otruć i chyba go nachodzi.

Na podstawie tych szczątkowych informacji trzeba znaleźć motyw, bo przecież oficjalnie go nie ma, i podjąć się lub nie zlecenia. Ta druga sprawa, w której chodzi o życie pisarza, jest zleceniem dodatkowym. Kamieńska chętnie je zleca jednemu z zaufanych współpracowników.

„Współautorów” czyta się z dużym zainteresowaniem, ponieważ dzięki doświadczeniom zawodowym autorki, możemy podejrzeć pracę milicjantów. Dużym atutem jest również podglądanie także realiów życia choćby pisarzy, którzy pochodzili z określonego środowiska. Co prawda niektóre wydarzenia, jak czystki powojenne czy z okresu międzywojennego, są mocno okrojone na zasadzie: pewnego dnia ojciec nie wrócił z pracy, niemniej to fakty nadal fascynujące dla polskiego czytelnika.

W normalnym czasie zaproponowałabym do czytania. Obecnie polecam, chociaż w tyle głowy mam to, co mówią moi uczniowie: że negujemy wszystko to, co rosyjskie. Czy sięgnąć? Jeśli ceni się dobrze napisane kryminały – owszem. To kawał dobrze napisanej historii kryminalnej o kilku wątkach. Bez winy autorki, że urodziła się w takim a nie w innym kraju.

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Aleksandra Marinina, „Współautorzy”, Wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań 2022



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat