Sięgając po „Współlokatora” Linusa Geschke, zdałam sobie sprawę, jak rzadko czytam pozycje niemieckich autorów, chociaż nie jest to w żaden sposób działanie celowe. Niemieckie seriale są zwykle na niezłym poziomie, a filmy, nawet te słabsze, ratuje często przyjemna oprawa muzyczna. Klimatycznie bywają dość zbliżone do produkcji skandynawskich, a dodatkowo po obejrzeniu nierzadko nachodzi mnie chęć na odświeżenie znajomości języka. Czy wrażenia z lektury „Współlokatora” sprawiły, że zmienię swoje czytelnicze przyzwyczajenia?
Zacznijmy od początku. „Das Loft” ma teoretycznie troje głównych bohaterów: parę z trzyletnim stażem Marca i Sarah oraz długoletniego przyjaciela Marca – Henninga. Nie licząc jednak jednego rozdziału, tego ostatniego poznajmy wyłącznie dzięki relacjom pozostałej dwójki i jest ku temu ważny powód. Pewnego ranka Marc i Sara wracają z wieczoru przeciągniętego w noc poza domem i zastają w mieszkaniu policję i ogromną kałużę krwi. Co się stało z ich współlokatorem Henningiem? Czy w ogóle miał szansę to przeżyć? Czy Marc i/lub Sarah są zamieszani w jego zniknięcie? Na te wszystkie pytania odpowiedzi próbuje znaleźć nadkomisarz Bianca Rakow, która niedawno przeniosła się do Hamburga. To ona w zasadzie przejmuje puste miejsce Henninga, chociaż warto zaznaczyć, że w odróżnieniu od pozostałych, jej rozdziały pisane są w narracji trzecioosobowej. Pełni więc w książce rolę obserwatorki.
Książka pełna jest retrospekcji, zarówno z początków związku Marca i Sarah, jak i wydarzeń, które odcisnęły na nim największe piętno oraz opisów niezliczonych harców łóżkowych. Najciekawiej wypadają sceny, które otrzymujemy zarówno w jego, jak i jej wersji, dzięki czemu można wychwycić te większe i subtelniejsze różnice w perspektywie każdej z postaci. Pod paroma względami książka przypomina mi trochę zeszłoroczne propozycje Marginesów – „Sarka” Ulfa Kvenslera i „Prawdę i tylko prawdę” Stefana Ahnhema, jednak wypada w tym porównaniu na niekorzyść. Tym razem postaci są dość statyczne, niemalże uziemione zarówno przestrzennie, jak i psychologicznie. To, co ma nas szokować i zaskakiwać nie do końca przynosi zamierzony efekt.
Nie przeczę, jest twist, którego się nie spodziewałam, ale to rozwiązanie i jego konsekwencje nie posiadają odpowiedniej siły rażenia, która podniosłaby ogólną ocenę. Nie przepadam również za motywem gangów i handlu narkotykami, które się tutaj niestety przewijają. Spodziewałam się raczej pokręconego trójkąta, niedomówień, napięć wynikających z różnic charakterów niż tego, że Sarah raz przymyka na coś oko, a innym razem robi z tego dramę. Dla fanów kryminałów za mało również było w tym samego śledztwa, wszystko bazowało głównie na tym, co bohaterowie w danym momencie raczyli ujawnić.
Podsumowując, książkę szybko się czyta i utrzymuje ona naszą uwagę, ale nie jest to pozycja, którą mimo obiecującego punktu wyjścia będziemy pamiętać tydzień, czy dwa później.
* parafraza cytatu księżnej Diany
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Linus Geschke, „Współlokator”, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa, 2025.
Komentarze