„Kiki van Beethoven” Schmitta należy do cyklu książek poświęconych muzykom jako nauczycielom życia. Muzyka to dźwięki, które myślą i pobudzają do myślenia. Pociesza, uspokaja, dodaje entuzjazmu lub odnawia nasze siły. Kompozytorzy przekazują odbiorcom swoje szaleństwo, pragnienia, swoje koncepcje świata, a także mądrość i filozofię. Gd ich słuchamy, stają się naszymi przewodnikami duchowymi.
Kiki to kobieta dojrzała wiekiem, ale emocjonalnie lekko roztrzęsiona. Początkiem zmian stała się dla niej melodia zapomniana w dzieciństwie. Wraz z nią wróciły bolesne wspomnienia, ale też wiara w to, że po wielu latach znów może poczuć głód życia. Bohaterka przekonuje się, że bez muzyki dawno nic nie czuła.
„Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje...” to tytuł drugiego rozdziału książki oraz przesłanie, z którym próbuje dotrzeć do nas autor. Często myślimy w ten sposób o naszych autorytetach i idolach, ponieważ ciężko jest pogodzić się z odejściem kogoś wielkiego. Przemyślenia tego typu są niezwykle osobiste, tak jak osobiste wydają się być emocje, ukazane przez Schmitta na kartach tej powieści. Dopełnieniem nostalgii, którą niesie nam lektura, jest dołączona do niej płyta z utworami Ludwiga van Beethovena, które dla czytelników wybrał sam autor.
W powieści Schmitta najbardziej urzekająca jest znajomość utworów, ich niezwykłe interpretacje i reakcje poszczególnych osób, wywołane odsłuchaniem poszczególnych partii muzyki. Sama wcześniej nie znałam w sposób tak dokładny twórczości Beethovena. „Kiki van Beethoven” skłoniła mnie do zatrzymania się i oddania się jego muzyce. Czytelnik, wykorzystując płytę dołączoną do książki, jest w stanie bardzo emocjonalnie i współczująco odnieść się do przeżyć bohaterów. Właśnie to jest w tej pozycji najbardziej ujmujące.
Joanna Swojak
(joanna.swojak@dlalejdis.pl)
Eric-Emmanuel Schmitt, „Kiki van Beethoven”, Znak literanova, Kraków 2011
Komentarze