Historii miłosnych jest tysiące, a każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa. Z drugiej strony jednak każda z nich ma jakieś podobieństwa i elementy wspólne. Opowieść napisaną przez M. Sienkiewicz przeczytałam jednym tchem, choć nie była to łatwa lektura. Cała książka napisana jest jak wiersz przy pomocy równoważników zdań. Niektóre ze zdań urwane są w pół, a inne ciągną się przez kilka linijek. Mnóstwo w tej książce wyliczeń, niedopowiedzeń, pełno przykładów i uczuć. Niestety najczęściej tych negatywnych. Historia, którą opowiada M. Sienkiewicz nie jest chronologiczna ani w żadnym stopniu poukładana. Na nieco ponad dwustu stronicach panuje chaos, podobny do tego, który urządził się w głowie głównej bohaterki. Jako czytelnicy nie wiemy nawet jak ma na imię, a jednak po przeczytaniu tej książki czuję, jakbym znała ją na wylot. To wszystko dlatego, że opowiada o swoich uczuciach tak szczerze, jak gdyby rozmawiała z najlepszym przyjacielem. Często o rzeczach, do których trudno byłoby się przyznać nawet najlepszemu przyjacielowi.
Założeniem tej książki jest pokazać czytelnikom, że w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy bardzo podobni. Moim zdaniem ten cel został osiągnięty w stu procentach, ponieważ podczas lektury wiele razy miałam uczucie, jakbym czytała o sobie samej. M. Sienkiewicz nie boi się poruszać trudnych, często skomplikowanych tematów. Opowiada historię nieidealnej miłości, która może się przydarzyć każdemu.
„Wszyscy patrzymy na ten sam księżyc” to nie jest książka łatwa ani przyjemna. Nie sięgnęłabym po nią jako po źródło rozrywki. Mimo to jest to pozycja ważna, mocna, mająca coś do przekazania światu. Niekiedy lektura ta wywoływała u mnie dyskomfort, ale nie mogłabym powiedzieć, że jest zupełnie negatywna. Ostatni rozdział zostawia nadzieję i jest swego rodzaju pocieszeniem tych którzy są lub będą w podobnej sytuacji.
Weronika Skwarek
(weronika.skwarek@dlalejdis.pl)
M. Sienkiewicz, „Wszyscy patrzymy na ten sam księżyc”, Novae Res, Gdynia, 2021.
Komentarze