Jeśli oczekujecie nadzwyczajnych rewelacji, to nie znajdziecie ich w książce Hastingsa, mimo buńczucznych zapowiedzi na okładce. „Wszyscy ludzie generała” to prawdziwy obraz ekipy generała McChrystala, ale nie jest on ani zadziwiający, ani wstrząsający. Raczej wszyscy czytelnicy mają świadomość w jaki sposób zachowują się żołnierze i co z reguły myślą o swoich przełożonych w garniturach. Ciekawym elementem całej reporterskiej przygody Hastingsa jest natomiast ukazanie politycznego aspektu wojny. Wojna nazywana często misją stabilizacyjną jest produktem, który należy dobrze sprzedać opinii publicznej. Jeśli tego nie zrobimy konsekwencje polityczne mogą być poważne. Przykład Afganistanu jest nadzwyczaj bolesny, bo obecność wojsk NATO nie doprowadza wcale do wygaszenia konfliktu, a z czasem wszyscy zapominają, że toczą się tam jeszcze jakieś wojskowe manewry. Wojna domowa trwa w najlepsze, a największymi przegranymi jest w niej ludność cywilna.
Prezydent Obama jest tu ukazany jako człowiek, który nie rozumie sensu misji wojskowych, nie słucha rad generałów. Stany Zjednoczone wspierają prezydenta Afganistanu Karzaja, choć wiedzą, że wybory prezydenckie zostały sfałszowane i człowiek, który zasiada na najwyższym, afgańskim, państwowym stanowisku nie ma mandatu społeczeństwa. Walka z terroryzmem jest tylko listkiem figowym dla tej wojny, a straty w ludziach po obu stronach konfliktu są ogromne.
Michael Hastings wykazał się odwagą, gdyż napisał prawdę o wojnie, elitach oraz wojskowych, co pociągnęło za sobą wiele dymisji, ale czy coś się zmieniło? Śmiem wątpić, gdyż zdymisjonowane osoby otrzymały po pewnym czasie intratne stanowiska. Zresztą przytoczone sytuacje i słowa nie były wcale zaskoczeniem dla najwyższych władz amerykańskich, chodziło jedynie o prestiż i „zachowanie twarzy” w mediach.
Nie znalazłam tu obiecanych rewelacji, zaskakujących faktów, ani wartkiej narracji. Wydawca nie rozwinął okładkowego zdania o tajemniczych okolicznościach śmierci Michaela Hastingsa. Wątpliwości budzi także fakt, że tak doświadczony generał jak McChrystal dopuścił do swojej ekipy dziennikarza, wiedząc, że ten napisze o wszystkim, czego będzie świadkiem. Nie sądzę, by Big Stan aż tak marzył o zostaniu gwiazdą, by nie liczył się z konsekwencjami. „Wszyscy ludzie generała” to książka, która ma niezły PR, ale nie oferuje niczego odkrywczego czytelnikowi. Tylko dla cierpliwych i wytrwałych.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Michael Hastings, "Wszyscy ludzie generała", Kraków, Wydawnictwo Znak, 2017
Komentarze