Włamanie do budynku Watergate wydawało się być niczym szczególnym. Bob Woodward, który w czerwcu 1972 zdobył taką informację w czasie swojego redakcyjnego dyżuru, początkowo nie był szczególnie zainteresowany tematem. Sprawa jakich wiele, żaden ekstra-news na pierwszą stronę. Dopiero, gdy wyszły na jaw niezwykłe okoliczności związane z tym włamaniem, zaczął drążyć temat. W całej historii było wiele niewiadomych, ale i tak wówczas nikt by nie przypuszczał, że efektem będzie dymisja ówczesnego prezydenta USA.
Watergate to jedna z największych afer politycznych minionego wieku. Opinia publiczna dzięki prasie dowiedziała się o niekoniecznie legalnych i prawych praktykach sztabu wyborczego prezydenta. Nie chodziło wyłącznie o pomawianie przeciwników w czasie reelekcji. Sprawy przyjęły szerszy obrót i dotyczyły np. zakładania podsłuchów konkurencji czy finansowania działań związanych z kampanią w niejasny sposób. Wszystko było o tyle znaczące, że działo się w czasie drugiej elekcji Nixona na prezydenta. Mimo tego, że i tak do niej doszło, rewelacje ujawnione przez Washington Post doprowadziły m.in. do powstania senackiej komisji, która badała zgodność tych działań z prawem. W ostatecznym rozrachunku Nixon zrezygnował z urzędu, ale wszystkie zdarzenia doprowadziły do głębokiego wotum nieufności wobec władzy i ich struktur. „Wszyscy ludzie prezydenta” to szczegółowy zapis dziennikarskiego śledztwa. Woodward w sumie przypadkiem zainteresował się tematem. Włamanie do kompleksu budynków Watergate, a dokładnie do Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej, było sobotnią sensacją w dziale miejskim (Nixon był republikaninem). Ponieważ akurat skończył pracować nad innym tematem, zabrał się za kolejny. Równocześnie Bernstein, który generalnie był reporterem politycznym, już nad tym pracował. Każdy z nich miał swoje metody zdobywania informacji i swoje źródła. Początkowo pisali osobno teksty, z czasem każdy zaczęli podpisywać obojgiem nazwisk. Książka jest bardzo drobiazgowym opisem wszystkich działań, rozmów i telefonów przeprowadzonych w czasie kolejnych miesięcy. Zdobywanie informacji nie było łatwe, ponieważ kiedy Biały Dom wiedział już o przeciekach i trudnej sytuacji, odsuwał lub nakazywał milczeć kolejnym osobom.
Na lekturę dzieła Woodwarda i Bernsteina dobrze jest poświęcić trochę czasu. Nagromadzenie wszystkich nazwisk, dat, danych, telefonów i kolejnych rozmów wymaga od czytelnika skupienia. Choć jest to prawdziwa historia książkę momentami czyta się jak dobrą sensację. Czasem także i sami dziennikarze musieli uciekać się do próśb i specyficznych metod działania. Także im lub ludziom związanym z Washington Post lub zeznającym, grożono lub chciano koniecznie uciszyć. Cel był jednak jasny: obnażyć fałsz i ukazać prawdę społeczeństwu.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Carl Bernstein, Bob Woodward, „Wszyscy ludzie prezydenta”, Warszawa, Wydawnictwo Agora, 2014
Komentarze