„Wszystkie mroczne miejsca” – recenzja

Recenzja książki „Wszystkie mroczne miejsca”.
Dwie kobiety. Jedna chce odkryć prawdę, druga stara się ją ukryć.

Mimo iż znane powiedzenie głosi, że nie ocenia się książki po okładce, to jednak zwykle jest to pierwsza rzecz, która przyciąga potencjalnego czytelnika w zestawieniu zapowiedzi, czy półce w księgarni. Oprawa polskiego wydania „Wszystkich mrocznych miejsc” Terri Parlato bez wątpienia jest adekwatnie mroczna i intrygująca. Co kryje się w jej wnętrzu?

Powieść jest debiutem autorki, ale, jak już udało mi się doczytać na jej oficjalnej stronie internetowej, jest to zarazem historia otwierająca serię z bostońską detektyw Ritą Myers. Tom drugi „What waits in the woods” ukaże się w Stanach Zjednoczonych w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Policjantka jest o tyle nietypowa, że ma już na karku 60 lat, nie posiada dzieci i większych nałogów (jeśli nie liczyć wina i fast foodów) i ani myśli o emeryturze. W tekście pojawiają się wzmianki na temat jej dzieciństwa, krótkiego, nieudanego małżeństwa, a także, na szczęście, niewielkiego wątku romansowego. We „Wszystkich mrocznych miejscach” Rita zajmuje się sprawą morderstwa czterdziestoletniego psychologa Jaya Bradleya. Z czasem okazuje się ona znacznie bardziej skomplikowana i powiązana z zaginięciem młodej kobiety.

Drugą główną bohaterką jest trzydziestopięcioletnia Molly, żona Jaya, która z pewnością nie cierpi na nadmiar farta w życiu. Nie dość, że właśnie straciła źródło emocjonalnego wsparcia, to jeszcze ktoś zaczyna ją dręczyć, odgrzebując, zdawałoby się dawno pogrzebane, traumy z przeszłości. Rozdziały Molly i Rity ułożone są naprzemiennie, zyskujemy więc dwie perspektywy. Z jednej strony mamy psychologiczne rozchwianie i mnóstwo niewiadomych, z drugiej niespecjalnie frapującą rutynę życia wzbogacaną stopniowymi postępami w dość żmudnym śledztwie. Od początku mowa jest o wąskim kręgu podejrzanych i na nim się również kończy. Terri Parlato, co prawda, podrzuca nam kilka potencjalnych, czy raczej potencjalnie mylących tropów, ale i tak miałam wrażenie, że ta historia mogła przybrać znacznie ciekawszy i sensowniejszy obrót.

W tłumaczeniu znalazłam również kilka potknięć. Niektóre zdania wydawały się udziwnione, być może zbyt dosłownie potraktowane, a na pierwszej stronie podziękowań znalazło się zostawione w oryginale „and”.  Jest również błąd pochodzący od pisarki, pewna kobieta ma w jednym rozdziale długie, kręcone włosy, a w drugim, którego akcja dzieje się następnego dnia, jest nagle krótko obcięta, a raczej nie wybrała się po imprezie na nocną wizytę u fryzjera.

Tym, co nieco podnosi ogólną ocenę, jest klimat. Zimowa, senna, poświąteczna aura kontrastuje z dramatycznymi wydarzeniami, jednak prowadzi również do moim zdaniem dość absurdalnej sytuacji. Zaginięcie dziewczyny ma miejsce latem, jednak policjanci postanawiają sprawdzić czas, jaki mógł upłynąć między dwoma znanymi punktami na linii czasu na pokrytej śniegiem i prawdopodobnie również lodem drodze.

Podsumowując, „Wszystkie mroczne miejsca” wbrew oczekiwaniom jest dość łatwą i niezajmującą lekturą, dzięki czemu dobrze sprawdzi się w sezonie wiosenno-letnim, kiedy nasze oczekiwania względem lektury ulegają obniżeniu.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Terri Parlato, „Wszystkie mroczne miejsca”, Wydawnictwo Skarpa Warszawska, Warszawa, 2023r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat