„Wszystkie piosenki o miłości” - recenzja

Recenzja książki „Wszystkie piosenki o miłości”.
„Idealna powieść dla niepoprawnych romantyków, którzy wciąż trzymają w szufladzie kasetę ze składanką od swojej pierwszej miłości.” Czy rzeczywiście tak jest ?

Pierwsza miłość jest pięknym uczuciem, które pamięta się nawet wtedy, gdy znajdzie się to prawdziwą i jedyną. Te emocje, szukanie wzrokiem, dotyk ręki, dreszcze przechodzące po ciele.

Daniel i Alison poznali się, gdy byli młodymi ludźmi. On miał 18 lat, ona 16. Któregoś dnia chłopak podjął decyzję, że swój prywatny, mały świat zwiąże z muzyką; a gdy w tym świecie pojawia się – znienacka i znikąd – piękna Alison dominuje go całkowicie, stając się muzą Daniela. Mimo że drogi tej dwójki nie splątały się na długo, to po wielu latach przekorny los znów ich ze sobą zetknął. A wystarczyła jedna piosenka… Jedna. Aby mocniej zabiło serce, aby znów przypomnieć sobie te fruwające w brzuchu motyle. Aby przypomnieć sobie, jak trzeba kochać. Może i miłość jest ta sama, ale… rzeczywistość już inna. Co będzie ważniejsze – rodzina i dzieci czy pierwsza, młodzieńcza miłość?

Czy po przeczytaniu książki czuliście kiedyś zgrzyt? Niedosyt? Poczucie nieukojonego spełnienia? Pokładałam w tej książce duże nadzieje – uwielbiam historie o miłości i myślałam, że znajdę tu coś więcej niż słodką, romantyczną, głupkowatą opowiastkę z balladami Scorpionsów w tle. Niestety powieść okazała się nudna jak przysłowiowe flaki z olejem. Przewracałam kartki z nadzieją na jakiś zwrot akcji; sytuację, która odmieni los bohaterów, ale niestety… to czekanie pogłębiło tylko moją frustrację. Książkę wielokrotnie odkładałam, później znów ją czytałam, ale tylko dlatego, że nie lubię porzucać powieści w połowie. Oprócz nudnej fabuły, zawiedli mnie też wykreowani bohaterowie. Alison jest niesłychanie irytującą bohaterką; Daniel – niewiele lepszy. W ich rozmowach dominowała muzyka. Oczywiście rozumiem, że to ważny dla bohaterów temat, jednak nie chce mi się wierzyć, aby zakochani w sobie do szaleństwa ludzie nieustannie dywagowali o swoich gustach muzycznych. Mam wrażenie, że autorka wpadła w zbytnią rutynę – przydługie opisy, rozbudowane sceny, dialogi tak naprawdę o niczym. Uważam, że tę treść można byłoby zmieścić na dwustu stronach i wszystkim wyszłoby to na dobre. Tak to jest gdy chce się złapać zbyt wiele srok za ogon, gdyż finalnie zostaje się tylko z kilkoma piórami.

„Wszystkie piosenki o miłości” to nudna, przelukrowana opowieść o miłości, w której wszystko jest nie tak. Dojrzali ludzie powinni być dojrzali – również w sensie emocjonalnym – tutaj wracają do młodzieńczych lat i zachowują się gorzej niż nastolatkowie, nie bacząc na konsekwencje. Ta forma nie przemawia do mnie, podobnie jak styl i pióro autorki. A może po prostu ja nie umiem być romantyczna?

Maja Kawka
(maja.kawka@dlalejdis.pl)

Jane Sanderson, Wszystkie piosenki o miłości, Znak literanova 2021



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat