„Wszystko, co mam” - recenzja

Recenzja książki „Wszystko, co mam”.
Ostatnia przewrócona kartka i westchnienie.

Łza żłobiąca ścieżkę wzdłuż powierzchni policzka i mnóstwo, mnóstwo targających serce emocji – tak w skrócie można zobrazować wizerunek statystycznego czytelnika po lekturze powieści „Wszystko, co mam” Katie Marsh.

Udar. Paraliż. Porażenie. Brzmi jak najgorszy wyrok. Dla Toma i Hanny, młodego, niespełna sześcioletniego małżeństwa, okazuje się być jednak szansą, swoistym przełomem w ich sztucznych, coraz bardziej luźnych relacjach, z dnia na dzień przybliżających ich do najgorszego finału – rozstania i rozwodu.

Kiedy Hanna, zmęczona małżeńską rutyną, obojętnością, wzajemnymi oskarżeniami i codziennymi kłótniami, postanawia oświadczyć mężowi, że odchodzi, znajduje go leżącego bezładnie w sypialni na podłodze. Sparaliżowanego i całkowicie niewładnego. Trzydziestoletni Tom, odnoszący zawodowe sukcesy młody i sprawny fizycznie mężczyzna, niespodziewanie przechodzi udar.

Hanna, mimo powziętego postanowienia o rozstaniu, musi odsunąć własne uczucia i plany i zająć się chorym mężem. Tom nie tylko nie potrafi chodzić, ale nie umie również samodzielnie się ubrać, umyć, nakarmić. Wszystkie podstawowe czynności mężczyzna zmuszony jest się uczyć od nowa.

Długa i męcząca rehabilitacja stanowi więc dla Toma nie tylko trudną i wymagającą walkę z własnymi słabościami, ale przede wszystkim daje możliwość pochylenia się nad własnym życiem i małżeństwem, które już od długiego czasu odarte jest z wszelkich znamion uczuć i bliskości. Bohater powieści, widząc poświęcenie i upór Hanny, pomoc, którą ta bezinteresownie mu ofiaruje, postanawia zawalczyć ponownie o własne małżeństwo, pragnąc zdobyć po raz kolejny serce swojej ukochanej żony.

Najnowsza powieść z serii „Kobiety to czytają!” zawładnęła moim sercem, bezceremonialnie goszcząc się w nim na kilka długich zimowych wieczorów. Wymagająca problematyka walki z chorobą w zestawieniu z próbą walki o własne małżeństwo, okazała się na tyle życiową i przekonującą opowieścią, iż przyznać muszę, że całkowicie przepadłam podczas lektury książki. Już dawno żadna historia nie wywołała tak szczerych łez wzruszenia, które potęgowany były przez sugestywne opisy, wciąż niepewnej w gestach, ale kiełkującej w sercach bohaterów, odradzającej się miłości.

Patrząc przez pryzmat współczesnych czasów, mnożących się nieustannie statystyk rozwodów i rozstań, swoistej bierności w sferze walki o własną miłość, powieść Katie Marsh nabiera szczególnego znaczenia. Bohaterowie powieści, mimo ciążącego nad nimi widma choroby, mimo nawarstwiających się z dnia na dzień problemów, decydują się zawalczyć o małżeństwo, przechowując w pamięci wciąż żywe, choć już przykurzone wspomnienia z radosnych, wspólnych chwil z początku małżeństwa.

Autorka przedstawia wymagającą i trudną codzienność człowieka po przebytym udarze, który całkowicie bezwładny, zdany jest na bezinteresowną pomoc najbliższych. Bezosobowa relacja, która w ostatnich miesiącach sprowadzała się do ciągłych kłótni i samotnie spędzanych nocy, w obliczu choroby, weryfikuje faktyczny poziom bliskości bohaterów. Stanowi o sile ich miłości, która winna przecież przezwyciężać każdą trudność. Czy uczucie, które przed paroma laty połączyło bohaterów, faktycznie jest na tyle silne, by odsunąć na bok niesnaski i wzajemne pretensje i móc odbudować fundamenty podniszczonej miłości?

Genialna kreacja obojga bohaterów, umotywowana świetnym zapleczem psychologicznym, sprawia, iż nie sposób nie wczuć się w dość skomplikowane położenie postaci. Fabuła, w którą wplecione są elementy retrospekcji, przybliżające czytelnikowi pełen obraz relacji postaci, i to zarówno ten przed samą chorobą, jak już i po przebytym udarze, daje również możliwość bardziej obiektywnej oceny, wskazującej źródło oddalenia bohaterów i ochłodzenia ich małżeńskiej relacji.

„Wszystko, co mam” to niesamowicie życiowa, mądra opowieść, która na każdej ze stron podejmuje trudną tematykę choroby, weryfikującą faktyczną siłę miłości, jej zdolność do całkowitego oddania i poświęcenia, nawet na rzecz własnych marzeń i planów. Jest to piękna historia, która każdego wzruszy i zmusi do chwilowej refleksji. Polecam.

Joanna Jagieła
(joanna.jagiela@dlalejdis.pl)

Katie Marsh, Wszystko, co mam, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2016.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat