Małżeństwo zafascynowane tematyką UFO postanowiło napisać książkę z odpowiedziami na wiele pytań. Są oni bowiem pewni, że kosmici naprawdę istnieją, a Mark Neila nawet podobno został przez nich porwany. Krzyczą do nas z tyłu publikacji: „W końcu dowiecie się całej prawdy!”.
Wybuch entuzjazmu w opisie książki był niczym fajerwerki po koncercie Micka Jaggera, który wraz z innymi autorytetami takimi jak Will Smith, Tom Cruise czy Victoria Beckham został wspomniany. Co prawda, na szczęście tylko w kontekście „oni też wierzą w UFO”, nie zaś jako eksperci, ale i tak taki natłok popkultury na samym początku nastawił mnie dość sceptycznie. Jak się później okazało, tak sztucznie i denerwująco wesoły klimat nie sączył się z każdej strony. Mimo to, sporo było o celebrytach i ich historiach związanych z kosmitami. Widzieli ich i odważyli się bez skrępowania o tym opowiedzieć. Wraz z kolejnymi, zdawkowymi relacjami, a nie wywiadami-rzekami nabrałam przekonania, że końcowy efekt był całkiem w porządku. Wreszcie znani ludzie mówią o przybyszach z innych planet, nie widząc w tym niczego śmiesznego. Nie sprowadzono tematu do żartu. Wiele osób może nawet pomyśleć, że „coś w tym musi być, skoro nawet oni się nie wstydzą”. Wydaje mi się jednak, że to by pasowało raczej do tytułu, który ma przekonać niedowiarków, że UFO naprawdę latają nad Ziemią. W momencie, gdy książka ma odpowiadać na pytania „dlaczego...” czy też być zbiorem wiedzy, opowieści sławnych ludzi mogą być jedynie dodatkiem. A stało się tak, że stanowiły wstęp.
Wstęp do… albumu? Chyba tak, bo poniekąd z taką formą ta niezbyt obszerna propozycja mi się kojarzyła. Wiele kolorowych, trafnie dobranych zdjęć dobrej jakości to niewątpliwa zaleta, jednak merytorycznej treści do nich trochę mi brakowało.
Samego tekstu bowiem, tego naukowo-profesjonalnego, za wiele nie uświadczyłam. Miałam wrażenie, że autorzy traktują nas, czytelników, jak głupkowate dzieciaki, które niespecjalnie rozumieją… cokolwiek. Proste tłumaczenie na zasadzie, że „czarne jest czarne i kropka” w tym przypadku jakoś do mnie nie przemówiło. Nie w temacie, który jest tak burzliwie dyskutowany od lat. Każdy kolejny rozdział utwierdzał mnie w przekonaniu, że Neilowie muszą być strasznie zadufani w sobie. Przedstawianie swoich wniosków jako coś w 100 % pewnego nie podobało mi się, bo wychodząc z założenia, że „na pewno się nie mylę”, nie da się tak naprawdę naukowo mówić na jakikolwiek temat. Co więcej, na każdym kroku czułam, że autorzy wyszli z założenia, iż tłumaczą to, co wszyscy już wiedzą, zupełnym imbecylom.
W zasadzie spodziewałam się, że książka licząca jakieś 200 stron, a zatytułowana „Wszystko, co wiemy...” nie będzie ani przełomowa, ani dokładna. Mimo to liczyłam, że najoczywistsze czy najbanalniejsze kwestie zostaną albo pominięte, albo jedynie wspomniane, a autorzy może dodadzą do światowej dyskusji „coś od siebie”. Nic bardziej mylnego! Tytuł ten to zbiór najoczywistszych wyjaśnień napisanych w taki sposób, jakby kierowane były do ułomnego dziecka, które niewiele rozumie.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Elisabeth Neila, Mark Neila; „Wszystko, co wiemy o UFO”, Prószyński i S-ka, 2020.
Komentarze