Wulgarnie, humorystycznie, mrocznie

Recenzja książki Christophera Moore'a Gryź, mała, gryź.
Gotycki trend nadal obecny nie tylko w amerykańskim społeczeństwie, stanowi tutaj swoistego rodzaju bazę do prześmiewczych wynaturzeń autora.

Poddany krytyce, traci wszystko ze swej ponurości i wyjątkowości. Tym bardziej, iż Abby najbardziej chciałaby zostać wampirem, bo cóż bardziej mrocznego mogłoby się jej przytrafić?

Rzecz dzieje się w San Francisco. Rozszerzająca się plaga kotów – wampirów zagraża całemu miastu, a każdy jego mieszkaniec czuje zbliżające się zło. Czy metropolię uratuje Zastępcza Pani Nocy Greater Bay Area Abigail von Normal wraz ze swoim seksownym chłopakiem Psem Fu? Czy pomogą dwaj gliniarze wtajemniczeni w niezwykłe wydarzenia dziejące się w San Francisco?

Najnowsza książka autora bestsellerów „Najgłupszy Anioł” i „Baranek” - Christophera Moore'a „Gryź, mała, gryź” to kontynuacja „Krwiopijców” i „Ssij mała, ssij”. Cała trylogia to mroczno – gotycka historia poruszająca się w ostatnio bardzo popularnej tematyce wampirów i innych dzieci nocy. To określenie nabiera w przypadku tej książki szczególnego znaczenia, gdyż w „Gryź, mała, gryź” główną bohaterką jest gotka fascynująca się tematyką krwiopijców. Nastolatka, która lubuje się w ubiorach rodem z festiwali typu Castle Party w Bolkowie czy Wafe Gotik Treffen w Niemczech. Chodzi tu przede wszystkim o lateksowe gorsety, buty na wysokich obcasach lub koturnach, czarne makijaże i trupioblade lico. Gotycki trend nadal obecny nie tylko w amerykańskim społeczeństwie, stanowi tutaj swoistego rodzaju bazę do prześmiewczych wynaturzeń autora. Poddany krytyce, traci wszystko ze swej ponurości i wyjątkowości. Tym bardziej, iż Abby najbardziej chciałaby zostać wampirem, bo cóż bardziej mrocznego mogłoby się jej przytrafić? Jest ona usłużną pomagierką Księżnej Jody i jej ukochanego Tommy'ego Flooda. W San Francisco mamy też postać Cesarza – mieszkańca starego jak samo miasto, który broni je z całego serca. Bohaterami są również: ogolony kot – wampir o imieniu Chet, policjanci Rivera i Cavuto, kolega Abby i Psa Fu – transwestyta Jared, no i oczywiście zastępy kotków – wampirów. Jak doszło do tego, że małe kociaki zmieniają ludzi w szary pył, po wyssaniu z nich całej krwi? Odpowiedzi na to pytanie udzieli nam autor na końcu książki. Jednak wcześniej Abigail ze swoim chłopakiem muszą podołać zadaniu, jakie postawił przed nimi los – uratować miasto przed totalną zagładą i ocalić jego mieszkańców.

Pierwsze strony książki nie zachęciły mnie zbytnio do dalszej lektury. Wpływ na to miał między innymi specyficzny,  nowoczesny język, opływający w popularne skróty językowe i sformułowania rodem z czatów internetowych. Trochę jakby czytało się blog nastolatki opisujący jej codzienne bolączki. I właściwie część „Gryź, mała, gryź”, to właśnie pamiętnik Abby. Druga rzecz, do której trzeba przywyknąć, to równie specyficzny humor Moore'a, za który niektórzy pewnie go ubóstwiają, inni zaś mogą nienawidzić. Jest on tak samo charakterystyczny jak na przykład humor Terry'ego Pratchetta, i jednym przypadnie do gustu, drugim zdecydowanie nie. Odrobinę wulgarne słownictwo stanowi również barierę w czytaniu, po jakimś czasie jednak fabuła książki przyćmiła pewne jej niedociągnięcia. Można czasami odnieść wrażenie, że „Gryź, mała, gryź”, to mroczniejsza wersja „Seksu w wielkim mieście”. Odniesienia do seksualności nie tylko wampirów, dla jednych mogą być zaletą,  jednak mnie nie przypadły do gustu. Ważniejszy zaczyna być jednak dominujący przez wszystkie strony niekonwencjonalny czarny humor. Groteskowe opisy przygód nastoletniej gotki stanowią o sile tej lektury. Głównie zasadza się ona na kontraście pomiędzy tematyką, czyli ponurym życiem wampirów, a charakterystyką ich żywota. Ukazywanie rzeczy budzących grozę z ich humorystycznym kontekstem, budzi zasłużony śmiech. Dzięki temu książkę czyta się niezwykle przyjemnie.

Wartka akcja, która szybko wciągnie każdego czytelnika, to następny plus. Kolejne strony pochłaniają bez reszty i łatwo jest się zatracić w świecie stworzonym przez Moore'a. To całkiem przyjemna ucieczka od otaczającej nas rzeczywistości.

Sylwia Pardej
(sylwia.pardej@dlalejdis.pl)

Christopher Moore, „Gryź, mała, gryź”, Wydawnictwo Mag, Warszawa 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat