„Wychowany na Marymoncie” – recenzja

Recenzja książki „Wychowany na Marymoncie”.
Jak to powiadają: „człowiek ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nie”. To samo tyczy się Artura - bohatera powieści „Wychowany na Marymoncie”.

Artur od najmłodszych lat mieszka na Marymoncie. Tu się urodził i wychował. W murach podstawówki nr 53, na osiedlowych ławkach, a także od lokalnej społeczności chuliganów otrzymuje prawdziwą szkołę życia. Mimo to doskonale rozumie prawa rządzące tym specyficznym mikrokosmosem – albo jest z nimi, albo przeciwko nim. Zaczyna się, jak zwykle, niewinnie – od wygłupów w szkole, zaczepek, wagarów. Wkrótce jednak niebezpieczne wybryki i drobne kradzieże zaczynają sprawiać Arturowi przyjemność. Granica przesuwa się niezauważalnie w stronę świata grup przestępczych. Z dnia na dzień proca w rękach dzieciaków staje się pistoletem w dłoniach młodocianych bandytów. Aż pewnego dnia coś w Arturze pęka. Chce być inny, nie chce skończyć albo w więzieniu albo w piachu, jak jego dawni koledzy z osiedla. Korzenie trzymają go jednak mocno i trudno zerwać ze starymi nawykami.

Akcja książki toczy się na dwóch płaszczyznach. W teraźniejszości, kiedy to Artur prowadzi zupełnie inne życie, ale pewne sytuacje skłaniają go do refleksji i myślami przenosi się w czasie do czasów młodości. Przypomina sobie pewne sytuacje i wydarzenia, kiedy prowadził chuligański styl życia marymonckiego małolata. Z jednej strony mamy ciekawy opis warszawskiej dzielnicy i jej lokalnego folkloru, z drugiej toczy się wciągająca akcja kryminalna. Chociaż Artur stara się odciąć od swojej kryminalnej przeszłości i robi wszystko, by osiągnąć coś w swoim życiu, to jednak nigdy nie odetnie się od swoich korzeni i pochodzenia. Choćby bardzo się starał.

„Wychowany na Marymoncie” przedstawia obraz Warszawy, o którym większość ludzi słyszała tylko w radiu i telewizji. Opisuje historie z marymonckiego oraz żoliborskiego podwórka lat 80. i 90., a także pokazuje, co robili i jak wychowywali się przestępcy najbardziej znanych grup kryminalnych w Polsce. To świetnie opowiedziana historia napisana z domieszką lokalnego slangu z rozbrajającym poczuciem humoru. Autor skutecznie opanował łączenie wątków, które wprowadzają czytelnika na różne płaszczyzny czasowe i emocjonalne. Wszystko okraszone świetnym poczuciem humoru i wartościowymi przemyśleniami głównego bohatera. Książka wciąga od pierwszej strony. Czekam na kolejne tego typu opowieści.

Klaudia Kwiatkowska
(klaudia.kwiatkowska@dlalejdis.pl)

Marcin Hawryszko, „Wychowany na Marymoncie”, wyd. Novae Res, 2024



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat