mimo iż historia przedstawiona na jej kartkach dobiegła końca i wszystko zostało wyjaśnione.
Właśnie to uczucie towarzyszyło mi jeszcze przez kilka dni po przeczytaniu „Wzgórza Piastów” Krzysztofa Koziołka. Skłamałabym, zeznając, że zdążyłam już wcześniej zapoznać się z twórczością tego autora. Sięgając po „Wzgórze Piastów” nie miałam najmniejszego pojęcia, czego mogę się spodziewać. Ostatnio rzadko zdarza mi się czytywać pozycję autorów, z którymi nigdy wcześniej nie miałam do czynienia, coraz częściej sięgam po sprawdzonych pisarzy i ciężko wyłamać mi się poza narzucony samej sobie kanon… Teraz wiem, że warto od czasu do czasu sięgnąć po coś nowego!
Krzysztof Koziołek w nieco nieszablonowy sposób podchodzi do, bądź co bądź, ciężkiego gatunku jakim jest kryminał; jednocześnie zachowując wszystkie charakterystyczne dla niego cechy. Akcja książki, to swoisty wehikuł czasu który przenosi czytelnika do przedwojennej Zielonej Góry i okolic. Znana (mi niestety nie) z poprzednich powieści Koziołka hrabina Franziska von Häften prowadzi doskonale zakamuflowaną grę, działając jako szpieg polskiego wywiadu. Echo zbliżającej wojny odbija się coraz głośniej, co w żaden sposób nie ułatwia działań bohaterki. Od wojennej zawieruchy dzielą ich już tylko miesiące. Na domiar złego sytuacja znacząco komplikuje się podczas pewnego przyjęcia, w którym uczestniczy hrabina wraz z mężem. Równie niespodziewana, co tajemnicza śmierć majętnej kobiety spada na bohaterów niczym przysłowiowy grom z jasnego nieba. Julius Knote, przebiegły śledczy przyjmujący na swoje barki śledztwo w sprawie wspomnianej śmierci, coraz mocniej zaczyna interesować się Franziską. Ta ciekawość niebezpiecznie zaciska swój krąg, stawiając hrabinę w obliczu śmiertelnego zagrożenia.
Czy główna bohaterka podoła wyzwaniu i zdoła bez szwanku wydostać się z tej opresji? Krzysztof Koziołek zwinnie manewruje schematami, jednocześnie bawiąc się konwencją kryminału, co w niesamowity sposób buduje atmosferę jego literackiej wizji. Opowieść, mimo iż pozbawiona kanwy rzeczywistych wydarzeń, miesza się z przedwojenną rzeczywistością malowniczej Zielonej Góry i zdaje się puszczać do czytelnika oko. Główną oś fabuły tworzy śledztwo Juliusa Knote i wszelkie intrygi, które otulają je w mniej lub bardziej bezpośredni sposób. Niebanalny humor, wartko poprowadzona akcja, gra emocjami i pobudzanie wyobraźni czytelnika – „Wzgórze Piastów” darzy wszystkim w odpowiednich ilościach, bez przesady ale i skąpstwa, idealnie zachowując proporcję wszystkich składników.
Nie ukrywam, że z dużą dozą sceptycyzmu zabierałam się za lekturę książki, jednak winna jej jestem przeprosiny. Proza Koziołka to niesamowity powiew świeżości i miła odskocznia od rzeszy przyswajanych w hurtowych ilościach przeze mnie współczesnych kryminałów. To subtelny powrót do korzeni, wielki comeback retro kryminału w historycznej otoczce jednego z najbardziej tajemniczych regionów naszego kraju. Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto choć na chwilę pragnie przenieść się w te relatywnie nieodległe czasy i poczuć mocą wyobraźni ich ducha. Z ręką na sercu przyznaję, że Krzysztof Koziołek ląduje na liście moich ulubionych autorów, a zaległe losy hrabiny Franziski von Häften zostaną niebawem nadrobione. Bez wahania sięgnę również po kolejną porcję przygód „jej szpiegowskiej mości” i po raz kolejny zatopię się w literacką wizję autora „Wzgórza Piastów”.
Emilia Sękowska
(emilia.sekowska@dlalejdis.pl)
Koziołek Krzysztof, „Wzgórze Piastów”, Akurat, Warszawa, 2018 r.
Komentarze