„Z życia cyganerii” – recenzja

Recenzja książki „Z życia cyganerii”.
Książka Z życia cyganerii (oryg. Scènes de la vie de bohème) to ważna pozycja, traktująca o życiu bohemy w pierwszej połowie XIX w., ale też ciekawa powieść.

To m.in. ona stworzyła mit tzw. prawdziwego artysty – bardzo utalentowanego, ale często biednego i głodnego, za to żyjącego sztuką, a gardzącego dorabianiem się i mieszczańskim stylem życia. Nie każdy wie też, że niniejsze dzieło Henri’ego Murgera było inspiracją do sławnej opery Pucciniego „Cyganeria”.

Powieść, będąca właściwie zbiorem opowiadań, pierwotnie publikowanych w czasopiśmie rozpoczyna się nieco dramatyczną, ale i zabawną sceną, kiedy to młodzieniec o nazwisku Schaunard budzi się rano, by skonstatować, iż to właśnie dziś jest dzień jego wyprowadzki z wynajmowanego mieszkania. Ponadto zalega z czynszem za kilka miesięcy, a w kieszeni ma tylko pustkę. Co można zrobić w takiej sytuacji? Nasz bohater nie traci rezonu, przywołuje na pomoc swój spryt i poczucie humoru. Jak się okaże, odważnym (czy raczej bezczelnym...) sprzyja także szczęśliwy traf.

„(…) na co można czekać, kiedy się ma dwadzieścia lat, kiedy są gwiazdy na niebie i piosenki w powietrzu” - mówi jeden z bohaterów. Czarujący  styl tej książki przeniesie czytelnika do czasów i miejsca, które kipiało sztuką; gdzie rodziły się talenty oddane wymagającej kochance, czyli sztuce. Bohaterowie bujają w obłokach, chcieliby żyć, bawiąc się i spotykając w kawiarniach z innymi lekkoduchami, od czasu do czasu coś tworząc. Niestety, codziennie trzeba też jeść, więc wzniosłe uczucia nieraz muszą ustępować przyziemnemu burczeniu w żołądku i chwytaniu się „nieromantycznych” prac.

Trzema najważniejszymi bohaterami opowiadań autor uczynił siebie i swoich przyjaciół. Zakochany w Mimi poeta Rudolf to sam Murger, Alexandre Schane to muzyk Schaunard, a
François Tabar  to malarz Marcel. Są oni prawie nierozłączni i razem dzielą skrajną biedę, wspierając się w potrzebie.

Książka jest napisana lekko i z humorem, z każdej strony bije żartobliwość, zabawna pompatyczność oraz romantyzm. Pod powierzchnią kryje się jednak nieraz rozpacz, bieda i głód. Smutne elementy życia są przykryte „pozłotką” z beztroski. Dzięki temu przygody bohaterów czyta się dość szybko.

Henri Murger stworzył legendę cyganerii (w posłowiu rozróżnił nawet jej różne rodzaje). Aby do niej należeć, trzeba było koniecznie być młodym i genialnym, wrażliwym na piękno i żyć głównie sztuką. Geniusze malarstwa, muzyki czy poezji gardzili nieutalentowanymi bogaczami i mieszczaństwem (jednocześnie wystając przed witryną rzeźnika z pustym żołądkiem). Przemarzając na kość w swoich skromnych pokoikach z powodu braku opału, głodując i nosząc łachmany – tworzyli bardziej lub mniej wiekopomne dzieła, które świat doceniał najczęściej dopiero po śmierci. Tak też stało się z samym autorem, który zmarł z powodu „choroby artystów” – gruźlicy w wieku 38 lat.

Nowa edycja tego zbioru opowiadań ma ciekawą okładkę, która doskonale oddaje atmosferę z tamtych lat. Widnieje na niej reprodukcja „W Moulin Rouge” – obrazu kolejnego przedstawiciela cyganerii, Toulouse-Lautreca. Omawiana książka jest kolejną pozycją z serii Wydawnictwa Mg, które w nowych wydaniach przypomina klasyczne powieści. Na końcu tego tomu umieszczone są noty dla ciekawych – od anonimowego  (szkoda!) tłumacza, oraz autora. Warto w całości przeczytać ten dokument epoki, z przymrużeniem oka tworzący romantyczną legendę niezrozumianego artysty.

Iwona Radomska
(iwona.radomska@dlalejdis.pl)

Henri Murger, „Z życia cyganerii”, Wydawnictwo MG, 2023.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat