Ile w „Jerozolimskim morzu” jest z biografii Violi Wein? A może jest to tylko zbieg okoliczności, że autorka opisuje losy kobiety łudząco podobne do swoich?
Jedno jest pewne. Obie panie łączy dzieciństwo spędzone w Polsce, a także emigracja do Izraela. Wydarzenia polityczne, które wstrząsnęły ich życiem, naznaczają je do poszukiwania siebie i swojej tożsamości w świecie.
Bohaterka Violi Wein, nie ma imienia, nazwiska, czy wieku. Jest anonimowa i może być nią każda kobieta, która staje twarzą w twarz z chorobą nowotworową. Autorka pisze o niej w trzeciej osobie, z dużym dystansem obrazując jej losy. Choroba, jak to zazwyczaj bywa, skłania do spojrzenia w przeszłość. Dokonujemy rozrachunku z tym, co było i tym, co jest, niekoniecznie mając nadzieję na przyszłość. Wspomnienia niekiedy mogą boleć, ale mogą też dodać sił do walki z chorobą.
Dzieciństwo w powojennej Polsce, obarczone chorobami i pobytem w sanatorium, wyobcowanie z powodu żydowskiego pochodzenia, brak emocjonalnej więzi z matką i ojcem, niespełniona miłość i aborcja, pozostawiają trwały ślad w psychice bohaterki „Jerozolimskiego morza”. Także jej późniejsze życie w Izraelu, nie przynosi szczęścia oraz poczucia spełnienia. Gdy dowiaduje się o swojej chorobie, okazuje się, że nie ma wokół siebie nikogo, kto mógłby potrzymać ją za rękę i pomóc w przezwyciężeniu strachu. Jednak czas walki z rakiem, pomaga jej nawiązać relacje z przypadkowymi ludźmi, na których jak się okaże, będzie mogła polegać w trudnych chwilach. Jej świat zmienia się diametralnie, wspomnienia wracają, a rozrachunek z przeszłością, będzie już tylko kwestią czasu.
Viola Wein ma niezwykłą zdolność prostoty przekazu. Czytałam już wiele publikacji związanych z walką człowieka z chorobą, a jednak „Jerozolimskie morze” urzekło mnie. Autorka nie osacza nas bólem i żalem oraz nie zamęcza nazewnictwem, co dla wielu autorów zdaje się być obowiązkowe w tego typu literaturze. Bohaterka Violi Wein, być może nie pogodziła się z losem, ale jej walka jest naturalna, spokojna, pozbawiona histerii, choć już nie radykalnych działań. Ale to tylko świadczy o jej człowieczeństwie.
Najnowsza książki pisarki, to również wędrówka po Jerozolimie, mieście „usadowionym jakby na lekko rozwartej dłoni samego Stwórcy”, patrzenie na świat z Góry Oliwnej, widok z okna starego domu przy Mea Szearim, ale także obraz nowoczesnych sklepów przy Jaffa.
Choroba i polityka, historia i relacje międzyludzkie, śmierć i wspomnienia, tak wiele emocjonujących tematów, na stu trzydziestu stronach małej książeczki. Jak widać, można zawrzeć prawdę o życiu, szczerze i z dystansem, przedkładając jakość słów, nad ich ilość.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Viola Wein, „Jerozolimskie morze”, Zysk i S-ka, Poznań 2011
Komentarze