Z dzieckiem przez świat
Wyruszając w daleką i nie do końca „all inclusive” wyprawę z 14-miesięcznym synkiem, udowadnia, że narodziny dziecka, nie muszą oznaczać rezygnacji z marzeń. Bo dla niej i jej męża, podróże to sens życia i tę namiętność pragną także zaszczepić w Mikołaju.
Norwegia, ich ukochane miejsce, stała się fantazją, nie dającą spokoju. Odczekawszy, aż Mikołaj skończy rok, postanowili odwiedzić ją ponownie. Tym razem, do podróży, przygotowali się nadzwyczaj starannie, zabierając do kampera to wszystko, co mogło im przydać się na szlaku, a przede wszystkim to, bez czego nie może obejść się tak małe dziecko. I tak samochód wraz z pasażerami, zapakowany po sufit pieluchami, misiami, wanienkami i gotowymi obiadkami, wyrusza w niezapomnianą przygodę.
6900 kilometrów, 7 krajów, 18 dni i 14-miesięczne dziecko. Dla niektórych, te liczby i wiek Mikołaja, stanowiłyby barierę nie do pokonania. Przede wszystkim barierę psychiczną. Strach i wątpliwości targałyby niejednym rodzicem i nie ma co ukrywać, że trzeba było wykazać się nie lada odwagą, by zdecydować się na taką podróż.
Książka z „Miśkiem w Norwegii” to nie tylko opowieść o tym, jak łatwo i tanio podróżować z dzieckiem po świecie. To także przewodnik po najpiękniejszych miejscach w Norwegii. Aldona Urbankiewicz, bogata w doświadczenia z poprzedniej podróży, planuje trasę tak, by zobaczyć najpiękniejsze cuda natury, które oferuje ten z pozoru zimny i nieprzystępny kraj. Razem z nią i jej rodziną, oglądamy zdjęcia z malowniczego portu w Lofatach, tęczę nad cieśniną Saltstraumen, foki u podnóża Lysefjorden, renifery na Nordkapp, kościół Trolli, czy też najpiękniejszy wodospad Vettisfossen.
Aldona Urbankiewicz napisała przewodnik-pamiętnik o swojej podróży z dzieckiem. Nie jest to tylko zbitka suchych informacji, które odnajdziemy bez problemu w większości publikacji, ale pewnego rodzaju dziennik. Nie wstydzi się ona podzielić w nim swoimi przemyśleniami, problemami czy obawami. Oprócz tego, że jest podróżniczką, jest także matką i te dwie pasje, wcale, jak widać, nie muszą się wykluczać.
Przekonująca i ciekawa jest także zasada swobodnego przepływu myśli i wrażeń z prezentowanych zdarzeń i miejsc, którą zastosowała Urbankiewicz. Dodatkowy plus można przyznać także za formę przewodnika. Małe, kieszonkowe niemalże wydanie, zdobione ciekawymi zdjęciami, często także rodzinnymi, sprawia, że taką książeczkę warto zabrać ze sobą w podróż, nie tylko jako poradnik, gdzie warto jechać, ale także jako miłą lekturę. Nie odstrasza nadmiarem informacji, daje cenne wskazówki o zwyczajach Norwegów, wskazuje najlepsze i najtańsze rozwiązania, a także pomaga wytyczyć najciekawsze cele podróży.
Jeżeli ktoś właśnie takich porad oczekuje, może skorzystać z wiedzy młodej matki i zapalonej podróżniczki, która nie waha sięm realizując własne marzenia. I udowadnia, że można.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Aldona Urbankiewicz, „Z Miśkiem w Norwegii”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Ostatnio dodane
- „Zbrodnia w hidżabie. Na książęcej farmie” - recenzja
- „Ten, który wiedział” – recenzja
- „Ślepą, czarną nocą” – recenzja
- „Smerfy i Halloween. Świat Smerfów. Tom 5” – recenzja
- „Droga Kobiety” – recenzja
- „Potwory z archiwum. Mój rok grozy ze Stephenem Kingiem” – recenzja
- „Góralu, czy ci nie żal? Opowieść o zatraceniu” – recenzja
- „Demoniczne dwudziestolecie” – recenzja
- „Germinal” – recenzja
- „Yakari. Zemsta rosomaka. Tom 26” - recenzja

Komentarze