Tak naprawdę wszystkie trzy książki są ze sobą tak mocno związane – bohaterami, fabułą, językiem i stylem narracji, że właściwie można je potraktować jako jedną książkę i w ogóle nie dostrzega się rocznej przerwy między poszczególnymi częściami. „Córki swoich matek” mimowolnie przywołują na myśl „Matki, żony, czarownice”. Z obu tych części bije prawdziwa, niezachwiana kobieca siła.
W „Córkach swoich matek” Joanna Miszczuk ponownie bohaterką uczyniła Joannę, która żyje pomiędzy teraźniejszością (wychowaniem córki, miłością do Marokańczyka Kemala, próbami ratowania firmy) a przeszłością (tłumaczeniem pamiętników swoich praprapra…babek). Asia z właściwym sobie humorem opisuje rozgrywające się wydarzenia. Choć w „Córkach swoich matek” autorka przygotowała dla swojej bohaterki kilka niezbyt przyjemnych niespodzianek, chyba nikogo nie zdziwi fakt, że wszystko kończy się szczęśliwie. W tej części nie zabrakło także szczypty magii. Choć dla mnie ta „szczypta” była nieco naciągana, to jednak muszę przyznać, że w klimat książki wpisywała się idealnie. Tak więc, z całą pewnością można rzec, że fabuła książki znana jest doskonale czytelnikom poprzednich książek Joanny Miszczuk. Czy przez to „Córki swoich matek” są nudne? Zdecydowanie nie. Do książek autorki siada się jak do rozmowy z przyjaciółką, którą znamy bardzo dobrze, a jednak nie nudzimy się w jej towarzystwie.
Jedyny minus, jaki zanotowałam podczas lektury książki Joanny Miszczuk to wiek głównej bohaterki – nie czuć go w powieści. Podejrzewam, że gdyby zestawić poprzednie części, wypowiedzi, myśli i rozterki głównej bohaterki byłyby niemal identyczne. A przecież upłynęło trochę czasu, Asia wychowuje dorastającą córkę, życie nie raz dało jej popalić, więc nie mogło to pozostać bez wpływu na jej charakter, wypowiedzi, decyzje.
„Córki swoich matek” to niezwykle ciepła powieść o kobietach i dla kobiet właśnie. Aby jednak móc się nią w pełni nacieszyć trzeba rozpocząć swoją przygodę z pewnym niebanalnym rodem niepokornych kobiet od „Matek, żon, czarownic”, następnie zagłębić się w historię „Zalotnic i wiedźm”, aby na końcu zaczerpnąć pełną garść optymizmu z „Córek swoich matek”.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Joanna Miszczuk „Córki swoich matek”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013
Komentarze