Z pamiętnika „Tymczasowej”

Recenzja książki „Tymczasowa”.
Inna niż większość dostępnych na rynku książek. Niebanalna. Zaskakująca forma w zamian za prostotę treści. W grze słów tkwi jej siła.

Długo zastanawiałam się, jak zrecenzować tę książkę, by nie zniechęcić do niej czytelników. Cóż w tym takiego trudnego? Wystarczyłoby kilka pochwał. Ot, chociażby interesująca historia, ciekawi bohaterowie, zaskakujące zakończenie. Problem w tym, że te elementy nie występują w „Tymczasowej”. Co więcej, książka nie ma ściśle sprecyzowanej fabuły, ale nie należy się tym zrażać.

Na kilkunastu pierwszych stronach poznajemy Martę – tytułową bohaterkę, a zarazem główną narratorkę, która jest na całodobowym etacie kury domowej wychowującej dorastające dzieci. Siedząc całe dnie w domu, na przekór swojej spokojnej, sentymentalnej, pokuszę się nawet o mało zachęcający do czytania epitet – nudnej naturze, pisze skecze kabaretowe i scenariusze sitcomów. Sama tak się przedstawia: „Mam na imię Marta, choć równie dobrze moje imię mogłoby brzmieć Martwa, bo tak właśnie się czuje każdego dnia. Ta, która nie żyje. Ta, która się zamartwia. Martwa Marta się zamartwia.” Nie powinno więc nikogo zdziwić, że „martwą Martę” zostawił mąż dla innej, młodszej, a przede wszystkim tętniącej życiem kobiety. W tym właśnie momencie, będąc w stanie „tymczasowym”, jak sam go określa, małomówna dotąd Marta, zabiera głos i opowiada czytelnikowi wybrane momenty swojego życia. Okazuje się, że brak kolorowej osobowości, nadrabia intelektem. Mądra, oczytana, mająca szeroką wiedzę, inteligentną ripostę i żart – tak można podsumować  Martę z kolejnych stron książki.

„Tymczasowa” nie zainteresuje każdego. Dlatego nie każdemu mogę ją polecić. Stanowczo odradzam ją osobom, które szukają czegoś do poczytania, to raczej pozycja do wysłuchania. Coś na kształt pamiętnika, z którego dobiega głos Marty – kobiety stłamszonej przez męża, całe życie liczącej się wyłącznie z jego zdaniem, niepracującej, bo on tak zdecydował, o ironio, zostawiając ją kilkanaście lat później z niespłaconym kredytem na dom, które to w pakiecie przypadły jej podczas rozwodu.

W tej książce nie historia jest na pierwszym miejscu, ale sposób, w jaki zostaje opowiedziana. Małgorzata Hayles pokusiła się o prostotę i niewyszukaną treść, ale za to uraczyła czytelnika świetną grą słów, dzięki czemu zachowała równowagę i uniknęła przerysowana.

Książka godna polecenia osobom, które poszukują czegoś innego, są spragnione literackich doznań, a nie kolejnej wymyślonej historyjki.

Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)

Małgorzata Hayles „Tymczasowa”, Replika 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat