„Z zimnym sercem” – recenzja

Recenzja książki „Z zimnym sercem”.
„On powiedział, ona powiedziała” w wersji ekstremalnej.

„Z zimnym sercem” to drugi tom przygód posterunkowej Cat Kinselli, którą czytelnicy mogli poznać w wydanych w Polsce dwa lata temu „Słodkich kłamstewkach” (w Wielkiej Brytanii w lipcu wyszła trzecia część „Shed no Tears”). Mnie ta przyjemność ominęła, więc powieść miała za zadanie nie tylko zainteresować mnie fabularnie, ale również oszczędzić mi poczucia wrzucenia na głęboką wodę. Czy cel został osiągnięty? Nie do końca, ale zacznijmy od początku.

W jednej z podrzędnych dzielnic Londynu dochodzi do morderstwa dwudziestokilkuletniej Australijki Naomi Lockhart. Śledztwo przypada w udziale Cat i jej pociesznemu, odkrywającemu uroki zdrowszej diety partnerowi Luigiemu Parnellowi. Trop prowadzi do małżeństwa Maddenów. Joseph twierdzi, że żona Rachel jest jego alibi, jednak jej zeznania temu przeczą. Z czasem fakty okazują się grą pozorów, na jaw wychodzą sekrety bliskich podejrzanemu i ofierze osób. Pętla kłamstw zacieśnia się i nawet nasza główna bohaterka okazuje się mieć coś na sumieniu.

Tu niestety zaczynają się schody, ponieważ autorka z góry zakłada, że każdy sięgający po lekturę będzie zaznajomiony z tym, co wydarzyło się w „Słodkich kłamstewkach” lub też będzie tak sfrustrowany niedopowiedzeniami, że przerwie czytanie, aby nadrobić braki. Dla osób, które jak ja, będą po prostu starać się ułożyć z okruchów własny obraz sytuacji i skupić się na wątku kryminalnym, życie prywatne Cat staje się niestety zbędnym zapychaczem, a jej przesadzone reakcje względem członków rodziny nie zawsze będą zrozumiałe. Szkoda, bo sama postać wydaje się dość normalną i sympatyczną osobą, chyba jedną z bardziej „umiarkowanych”, choć wciąż wpisujących się w kanon pracoholiczek, fikcyjnych funkcjonariuszek.

Jeśli chodzi o rozwikłanie zagadki „kto zabił?”, to zaliczam na plus, iż wyjątkowo mi się to nie udało, jednak myślę, że kluczenie w każdą możliwą stronę w pewnym momencie po prostu mnie do tego skutecznie zniechęciło. Sama historia zdaje się kompletnie pozbawiona dynamizmu. Nie ma tu wielkich zwrotów akcji, ani niespodziewanych odkryć z miejsca zbrodni. Non stop obracamy się w ciasnym kręgu podejrzanych i dusznym posterunku pełnym próbujących rozłożyć ich relacje na części pierwsze policjantów. Te wąskie ramy okazały się dla mnie zbyt przytłaczające.

Niespecjalnie przypadł mi do gustu też styl Caz Frear. Książką nie poraża grubością, ani nie jest przesycona zbędnymi opisami, a jednak pochłonęłam ją w wyjątkowo ślimaczym tempie. Zdarzało mi się czytać niektóre akapity po kilka razy, tak, jakby mój usypiany monotonią umysł nie do końca chciał współpracować.

Podsumowując, „Z zimnym sercem” kusi artystyczną okładką, ale niestety rozczarowuje wnętrzem.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Caz Frear, „Z zimnym sercem”, Warszawa, Wydawnictwo Czarna Owca, 2020 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat