Punkt wyjścia powieści nie jest standardowy. Paul, podczas spaceru po parku, spotyka Willa, który karci swojego psa. Mężczyzna zwraca obcemu uwagę i wszczyna bójkę. Will umiera w wyniku poniesionych obrażeń, a Paul zaciera za sobą ślady, zabiera psa i ucieka z miejsca wypadku. To wydarzenie zmieni całe życie bohatera. Przyjdzie mu zmierzyć się z wyrzutami sumienia, dylematami moralnymi i własnymi słabościami.
„Mężczyzna z lasu” to niekoniecznie thriller psychologiczny, jak sugeruje okładka. Za mało tutaj akcji i napięcia. Sporo natomiast psychologii i wielowątkowości. Spencer tak prowadzi fabułę, że wchodzimy w umysł Paula. Odczuwamy jego lęki. Nasz bohater nie jest typem mordercy, ale zbrodnia wpływa na niego bardzo mocno. Zmienia go psychicznie i sprawia, ze staje się zupełnie innym człowiekiem.
„Mężczyzna z lasu” stara się odpowiedzieć na najważniejsze pytania – kim jesteśmy i jak zachowujemy się w sytuacji ekstremalnej. Jak to jest znaleźć się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie i jak to jest popełnić błąd i musieć za niego odpowiedzieć. Jak to jest stanąć nad przepaścią i musieć zdecydować, w którą stronę zrobić krok. Spencer pokazuje też w dość sugestywny sposób, że dobro i zło nie zawsze jest czarno – białe, a niektóre decyzje zaważają na całym naszym życiu i światopoglądzie.
Przyznaję, książkę czyta się dobrze i naprawdę szybko. Bohaterowie są na tyle wyraziści, że mamy wrażenia, że ich znamy, są blisko nas, obok, za płotem. Spencer mnie nie rozczarował, ale też nie sprawił, że sięgnę po kolejną jego książkę. Czegoś mu brakuje, mam wrażenie, że książkę chciał napisać za bardzo, za dobrze, za mocno. Do końca mu nie wyszło.
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
Scott Spencer, „Mężczyzna z lasu”, Muza SA, Warszawa 2012
Komentarze