„Zabójczy Święty Mikołaj” – recenzja

Recenzja książki „Zabójczy Święty Mikołaj”.
„Zawsze mówiłam, że te zgromadzenia świąteczne nie są rozsądne, ale, rzecz jasna, nikt nie chciał słuchać”.

Świąteczny sezon czytelniczy 2024 roku kończę z kryminałami, a pierwszym z nich jest „Zabójczy Święty Mikołaj” Mavis Doriel Hay. „The Santa Klaus Murder” wydano w oryginale w 1936 roku, ale poza jednym ledwo zaznaczonym wątkiem PTSD trudno tutaj dopatrzeć się tła historycznego dwudziestolecia międzywojennego.

Punktem wyjścia jest zjazd majętnej familii Melburych. Głowa rodu sir Osmond zaprasza na święta swą siostrę, czwórkę dzieci z małżonkami i pociechami oraz dwóch pretendentów do ręki najmłodszej córki. Relacje między gośćmi są dość napięte, bo i sam charakterny gospodarz niekoniecznie wzbudza cieplejsze uczucia. Większość konfliktów podszyta jest niepewnością finansową, a konkretnie tym, kto ma się opiekować seniorem i komu po jego śmierci przypadnie w udziale najwięcej pieniędzy. Pozory świętowania ma pomóc zachować pojawienie się tytułowego świętego, czy raczej kogoś w jego przebraniu. Krótko po rozdaniu prezentów w gabinecie zostają znalezione zwłoki sir Osmonda. Tak jak kula w głowie kończy jego żywot, tak też nagła śmierć przebija bańkę skrywanych sekretów.

Tym, co wyróżnia tę powieść jest to, że formą rozdziały przypominają spisane zeznania i relacje z wydarzeń. Więcej czytamy o tym, co już miało miejsce i co dany narrator o tym sądzi. Zdecydowanie mniej możemy zaobserwować w czasie rzeczywistym. Powoduje to, że akcja posuwa się naprawdę wolno. Nawet biorąc pod uwagę fakt, iż całość rozgrywa się w ciągu mniej więcej tygodnia, a sama książka liczy zaledwie 300 stron, można odnieść wrażenie, że większość tekstu stanowią zbędne zapychacze.

Mamy do czynienia z ciągłym kluczeniem w poszukiwaniu prawdy, co z czasem wystawia naszą czytelniczą cierpliwość na coraz większą próbę. Być może taki węzłowaty styl ze zdaniami typu „Pomyślałem, że w tej sytuacji to śmiałe przypuszczenie – w kwestii, co do której miałem nadzieję, że potwierdzą ją fakty – jest usprawiedliwione” ma swoich wielbicieli, ale ja się do nich nie zaliczam i lektura okazała się bardzo męczącym doświadczeniem. Bohaterów jest mnóstwo i niespecjalnie różnią się między sobą – ukłony dla wydawcy za zamieszczenie ich spisu na samym początku, bo już ze wskazaniem jakichkolwiek wyróżniających ich cech byłby problem. Zwykle narzekam na nadmiar opisów, ale tutaj ich brak okazał się gwoździem do trumny. Książka jest zupełnie wyzuta ze świątecznej atmosfery, nie ma w niej nawet odrobiny śniegu z okładki.

Podsumowując, jest to jeden z najmniej świątecznych kryminałów osadzonych w okresie bożonarodzeniowym, z jakimi miałam do czynienia. Zapewne zagadka w starym stylu z ograniczonym kręgiem podejrzanych i tak znajdzie swoich odbiorców, jednak mając tak szerokie pole wyboru, spokojnie można znaleźć coś z lepiej i ciekawiej poprowadzoną intrygą.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Mavis Doriel Hay, „Zabójczy Święty Mikołaj”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat