„Zaczynam od listu, kochanie” – recenzja

Recenzja książki „Zaczynam od listu, kochanie”.
Historia miłosna, która zaczyna się od uroczych liścików, chowanych w różnych miejscach? Brzmi dość banalnie, nieprawdaż?

Tymczasem ten z pozoru dość wyświechtany już motyw stał się podstawą pięknej i wzruszającej opowieści o trudnej relacji budowanej na zgliszczach. Jako jawna miłośniczka wszelkiego rodzaju powieści obyczajowych, w których miłość gra pierwsze skrzypce, z chęcią sięgnęłam po książkę Justyny Typańskiej pod tytułem „Zaczynam od listu, kochanie”, mając jednak nadzieję, że nie będzie to kolejna przewidywalna historia, która prędzej mogłaby uśpić czytelnika niż rozbudzić jego apetyt na kolejne rozdziały. Ku mojemu niemałemu zaskoczeniu powieść, którą miałam przyjemność przeczytać, nie nosiła w sobie żadnych znamion opisanej powyżej książki-dobranocki. Wręcz przeciwnie – skutecznie pozbawiła moje oczy senności, wstrzymywanych w ostatnich tygodniach łez i emocji, które podczas lektury wręcz kipiały ze mnie, chcąc jak najszybciej wydostać się na zewnątrz. Dobra powieść oprócz wciągającej fabuły, powinna umieć poruszać serca. Taka jest właśnie książka „Zaczynam od listu, kochanie”.

Łucja uwielbia czytać wszelkiego rodzaju romanse i wyobrażać sobie swoje własne życie u boku jednego z literackich bohaterów. W realnym świecie nie potrafi odnaleźć miejsca dla swojego serca, gdzie mogłoby czuć się szczęśliwe i kochane. Choć marzy o założeniu rodziny, to obraz idealnego mężczyzny tworzony przez lata na podstawie przeczytanych opowieści, nijak się miał do rzeczywistości. Pewnego dnia główna bohaterka w drzwiach swojego mieszkania znajduje tajemniczą kopertę, a w niej list od anonimowego wielbiciela. Zaskoczona niespodziewaną przesyłką daje się w końcu wciągnąć w intrygę, która może ją naprawdę wiele kosztować. Plany tajemniczego nadawcy dalekie są od tego, co przedstawia w swojej korespondencji. Czy taka historia może mieć szczęśliwe zakończenie?

Justyna Typańska oddaje do Waszych rąk książkę, obok której nie sposób przejść obojętnie. Zamiast typowej romantycznej historyjki otrzymujemy piękną, wzruszającą opowieść o trudnej relacji, która pełna jest bólu, kłamstw i rozczarowań. To właśnie emocje są największą siłą tej powieści – w końcu także nasza rzeczywistość, ta, w której żyjemy na co dzień, jest utkana z całego wachlarza uczuć, od radości poprzez smutek i wzruszenie, aż po gniew i wściekłość.

Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)

Justyna Typańska, „Zaczynam od listu, kochanie”, Oficynka 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat