„Żądze” – recenzja

Recenzja książki „Żądze”.
Francuski multimiliarder za chwilę zostanie twoim mężem, ty zaś pracujesz przy otwarciu hotelu w sercu Paryża i żyjesz jak chcesz. Co może pójść nie tak?

„Żądze” to trzecia część serii „Skandal” Katarzyny Nowakowskiej. Życie Julii Widawskiej mogłoby wydawać się idealne. Jej narzeczony - Gaspard - jest przystojnym mężczyzną sukcesu. Sama bohaterka razem z najlepszą przyjaciółką pracuje przy przygotowaniach do otwarcia hotelu i lada chwila stanie na ślubnym kobiercu. Jedynym problemem jest konflikt z ojcem, który małżeństwo córki traktuje jak transakcję handlową i kochanek James powracający w najmniej oczekiwanym momencie. Ich romans zakończył się wielkim skandalem oraz złamanym sercem Julii, dlatego kobieta nie chce mieć z nim nic wspólnego. Do czasu…

No właśnie, tak naprawdę treść tej książki można zamknąć w jednym, i to krótkim, akapicie. Małżeńskie niesnaski wywołane momentami naprawdę dziwnymi sytuacjami (jak można się pokłócić i nie odzywać się do siebie przez dwa tygodnie, bo twoja żona nie doszła w trakcie seksu z tobą!) są przeplatane scenami dzikiego seksu, który zdaje się być bardziej samym aktem pozbawionym uczuć niż wyrazem miłości. Większą część książki zajmuje konflikt pomiędzy Julią a Gaspardem po tym, jak ten ją zdradził. Po niespełna kilku miesiącach małżeństwa kobieta rozważa rozwód. Wie, że jej mąż przed ślubem był kobieciarzem i ich rozłąki na pewno były dla niego trudne, jednak nie jest pewna czy byłaby w stanie mu wybaczyć.

Wszystko się zmienia, gdy Julia zachodzi w ciążę. Jedynym problemem jest to, że nie wie czyje jest dziecko – Gasparda czy Jamesa. Wspominałam już, że kobieta nie chce mieć z nim nic wspólnego. No właśnie, do czasu. Gdy James pojawia się pod domem Julii, chce przeprosić ją za to w jakich warunkach się rozstali i pocieszyć po tym, jak Gaspard ją zdradził. Po długiej rozmowie dawni kochankowie ulegają sobie, a przed Julią pojawia się pytanie – czy mówić Gaspardowi, że nie jest pewna czyje dziecko w sobie nosi?

Język, którym została napisana książka, jest bardzo prosty, a momentami powiedziałabym nawet prymitywny. Opisy scen erotycznych pomiędzy małżonkami są pozbawione jakiegokolwiek smaku. Kiedyś spotkałam się z opinią, że dobitny czy wulgarny język jest używany dla podkreślenia realizmu, ale nie do końca się z tym zgadzam. W całym moim życiu czytałam kilka, czy nawet kilkanaście erotyków, głównie zagranicznych autorów i tam nie przewijały się w co drugiej stronie wulgarne określenia rodem z taniego pornosa.

Podsumowując – książka okazała się katastrofą. Jeżeli komuś odpowiada opis „szybkiego numerka w ciemnej uliczce”, to „Żądze” powinny przypaść do gustu. W przeciwnym razie radziłabym omijać książkę szerokim łukiem i sięgnąć po inną pozycję.

Maria Miłobędzka
(maria.milobedzka@dlalejdis.pl)

Katarzyna Nowakowska, „Żądze”, Wydawnictwo Słowne, 2021



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat