„Żądze” to trzecia część serii „Skandal” Katarzyny Nowakowskiej. Życie Julii Widawskiej mogłoby wydawać się idealne. Jej narzeczony - Gaspard - jest przystojnym mężczyzną sukcesu. Sama bohaterka razem z najlepszą przyjaciółką pracuje przy przygotowaniach do otwarcia hotelu i lada chwila stanie na ślubnym kobiercu. Jedynym problemem jest konflikt z ojcem, który małżeństwo córki traktuje jak transakcję handlową i kochanek James powracający w najmniej oczekiwanym momencie. Ich romans zakończył się wielkim skandalem oraz złamanym sercem Julii, dlatego kobieta nie chce mieć z nim nic wspólnego. Do czasu…
No właśnie, tak naprawdę treść tej książki można zamknąć w jednym, i to krótkim, akapicie. Małżeńskie niesnaski wywołane momentami naprawdę dziwnymi sytuacjami (jak można się pokłócić i nie odzywać się do siebie przez dwa tygodnie, bo twoja żona nie doszła w trakcie seksu z tobą!) są przeplatane scenami dzikiego seksu, który zdaje się być bardziej samym aktem pozbawionym uczuć niż wyrazem miłości. Większą część książki zajmuje konflikt pomiędzy Julią a Gaspardem po tym, jak ten ją zdradził. Po niespełna kilku miesiącach małżeństwa kobieta rozważa rozwód. Wie, że jej mąż przed ślubem był kobieciarzem i ich rozłąki na pewno były dla niego trudne, jednak nie jest pewna czy byłaby w stanie mu wybaczyć.
Wszystko się zmienia, gdy Julia zachodzi w ciążę. Jedynym problemem jest to, że nie wie czyje jest dziecko – Gasparda czy Jamesa. Wspominałam już, że kobieta nie chce mieć z nim nic wspólnego. No właśnie, do czasu. Gdy James pojawia się pod domem Julii, chce przeprosić ją za to w jakich warunkach się rozstali i pocieszyć po tym, jak Gaspard ją zdradził. Po długiej rozmowie dawni kochankowie ulegają sobie, a przed Julią pojawia się pytanie – czy mówić Gaspardowi, że nie jest pewna czyje dziecko w sobie nosi?
Język, którym została napisana książka, jest bardzo prosty, a momentami powiedziałabym nawet prymitywny. Opisy scen erotycznych pomiędzy małżonkami są pozbawione jakiegokolwiek smaku. Kiedyś spotkałam się z opinią, że dobitny czy wulgarny język jest używany dla podkreślenia realizmu, ale nie do końca się z tym zgadzam. W całym moim życiu czytałam kilka, czy nawet kilkanaście erotyków, głównie zagranicznych autorów i tam nie przewijały się w co drugiej stronie wulgarne określenia rodem z taniego pornosa.
Podsumowując – książka okazała się katastrofą. Jeżeli komuś odpowiada opis „szybkiego numerka w ciemnej uliczce”, to „Żądze” powinny przypaść do gustu. W przeciwnym razie radziłabym omijać książkę szerokim łukiem i sięgnąć po inną pozycję.
Maria Miłobędzka
(maria.milobedzka@dlalejdis.pl)
Katarzyna Nowakowska, „Żądze”, Wydawnictwo Słowne, 2021
Komentarze