Właśnie. Aż do teraz.
Gdy pewnego niedzielnego poranka Sara Maj nie wraca do domu, matka dziewczyny od razu nabiera podejrzeń. Mimo że nastolatka w ostatnim czasie sprawiała więcej kłopotów wychowawczych, serce rodzicielki czuło, że coś jest nie w porządku. Zdarzenie zostaje zgłoszone na policję i rozpoczyna się wyścig z czasem, by odnaleźć zaginioną bohaterkę. Rozpoczyna się też nasza podróż w dwóch kierunkach: w przeszłość, by poznać wcześniejsze wydarzenia oraz w przyszłość, celem obserwowania toczącego się śledztwa. Każda z nich okazuje się znacząca, pozwala nam poznać sekrety poszczególnych bohaterów, a okazuje się, że niemal każdy z nich ma coś do ukrycia.
Wraz z rozwojem akcji poznajemy rodziców Sary, jej przyjaciół i byłego chłopaka. Im dalej w las, tym głębiej wchodzimy w ich relacje i początkowo płaskie postacie nagle nabierają wymiaru. Główna bohaterka staje się bardziej wyrazista niż na początku. Poprzez ukazane wydarzenia z przeszłości dowiadujemy się, jaka była do niedawna i co sprawiło, że zachowanie dziewczyny uległo zmianie. Przez nieoczekiwany splot okoliczności dotychczasowe życie Sary przestało istnieć, rozsypało się niczym domek z kart. Słaba psychicznie nastolatka, która nie znalazła wsparcia w rodzinie, nie potrafiła się otrząsnąć, tylko nieprzerwanie opadała na dno.
Muszę przyznać, że Aneta Kisielewska pokusiła się o ciekawy, inny niż wszystkie, schemat powieści. Dzięki niemu napięcie stopniowane jest na wielu płaszczyznach, co więcej, nasza ciekawość bardzo długo pozostaje niezaspokojona. Przyznam, że nawet ja zaczęłam się już irytować, gdy bardzo chciałam poznać dalszy rozwój wypadków, a tu zamiast tego przenosiłam się w czasie do wydarzeń sprzed godziny „zero”. Nie ukrywam, że taki zabieg ćwiczy cierpliwość. Również finał okazuje się naprawdę zaskakujący. Bardzo długo tkwimy w niewiedzy, dopiero na samym końcu odkrywamy odpowiedzi na niektóre pytania. Poznajemy prawdziwe oblicze wybranych postaci i przyznam, że właśnie ta część zszokowała mnie najbardziej.
Samo zakończenie jest również oryginalne. Tak naprawdę nie mamy tutaj standardowego przedstawienia złoczyńcy. Autorka zostawia nam wyłącznie szczątkowe informacje dotyczące jego tożsamości, resztę zostawiając wyobraźni czytelnika. Ta niejednoznaczność sprawia, że trudno zapomnieć o tej historii. Ja wciąż analizuję jej finał. Nie czułam szczególnej więzi z bohaterami, a przez skoki czasowe brakowało mi płynności w akcji, a mimo to książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Podziwiam koncept autorki i jej nietuzinkowy sposób prowadzenia fabuły. Przez swoją oryginalność książka może zaskoczyć niejednego odbiorcę.
Katarzyna Jabłońska
Aneta Kisielewska, „Zaginiona”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2025.
Komentarze