Gideon Crew, wytrawny złodziej z wyrokiem postawionym przez lekarza, staje przed zadaniem zdobycia jednej strony z zabytkowej Księgi z Kells. Po wielu manipulacjach, które pozwalają pokonać niebywałe wręcz zabezpieczenia, strona trafia do zleceniodawcy, naukowca na wózku - Glinna, który… zaczyna niszczyć jej zapisy. Okazuje się, że Gideon i piękna Amy zostają wyznaczeni do znalezienia wyspy, do której mapa została zapisana na wyprawionej skórze, czyli stronie księgi. I choć zdaje się, że już podczas podróży w poszukiwaniu niespotykanego leku dzieje się wiele zaskakujących rzeczy, to dopiero samo odnalezienie wyspy i istoty jej zamieszkującej będzie największym szokiem…
Bardzo cenię sobie Prestona i Childa, aczkolwiek to moje pierwsze spotkanie z cyklem, w którym występuje Gideon Crew. Jest postacią zupełnie odmienną od bohatera drugiego, mojego ulubionego, cyklu, a zarazem jako bohater daje się lubić i, co ważniejsze, cenić. Trudno mówić o nim jako o zwykłym złoczyńcy, jest raczej geniuszem zbrodni, która nie uderza w żadnego człowieka, ale pozwala na zdobywanie tego, co akurat daje pieniądze. Co istotne, każda postać w powieści jest wyrazista, ale zarazem posiada dwie twarze, dzięki czemu w książce pełno jest zaskoczeń.
Literaturę spod pióra tych dwóch autorów cenię sobie przede wszystkim za niebanalne pomysły. Choć wyprawa w poszukiwaniu tytułowej zaginionej wyspy zdaje się być po prostu podróżą naukową, której celem jest znalezienie zapomnianej rośliny będącej niesamowitym, ukrytym przed ludzkością lekarstwem, to jednak prawda okazuje się bardziej zdumiewająca. Dzięki bystrym przewodnikom co chwilę dowiadujemy się nowych rzeczy – w tym tego, że Gideon i Amy podążają tą samą trasą, co wiele wieków wcześniej bohater „Odysei” Homera. Nieznany lud okazuje się być Lotofagami z mitycznej opowieści – i to o wiele bardziej niebezpiecznymi, bo próbującymi złożyć swoich gości w ofierze. Zaczarowana roślina natomiast da się znaleźć, ale jedynie przy pomocy… jedynego pozostałego na świecie cyklopa.
Można by powiedzieć, że w „Zaginionej wyspie” fikcja miesza się z rzeczywistością. Ja lubię patrzeć na te powieści raczej jako niesamowite przygody, które udowadniają, że to, co my uważamy za mity i przesądy, ma zawsze jakieś swoje podstawy. Jeśli ktokolwiek sięga po książki tych autorów z oczekiwaniem na wartką akcję, udział FBI i CIA, wędrowanie drogą faktów i twardej rzeczywistości – z pewnością się zawiedzie. Dla mnie „Zaginiona wyspa” to połączenie niesamowitej podróży z ciekawymi przygodami bardzo charakterystycznych bohaterów. I w ten sposób książka ta zaspokaja wszystkie potrzeby czytelnika, który chce po prostu wejść w inny, niesamowity i tylko na pozór znany świat.
Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)
Douglas Preston, Lincoln Child, “Zaginiona wyspa”, Warszawa, Burda Książki, 2015
Komentarze