„Zaginione miasto” – recenzja

Recenzja książki „Zaginione miasto” – recenzja.
Zaginione, prastare miasto w sercu amazońskiej dżungli, Gdańsk z czasów II wojny światowej oraz Gdańsk w czasach współczesnych. Co je łączy? Tajemnica... I to taka, przez którą giną ludzie.

Emil Żądło – dziennikarz śledczy, wpada na trop tajemniczych morderstw związanych z prastarym miastem Inków. Ktoś morduje wszystkich, którzy mogli mieć jakiekolwiek informacje, pozwalające dotrzeć do tego miejsca. Ofiarą staje się także bezdomny, który mógł wskazać mordercę. Trup ściele się gęsto, a Emil musi uruchomić swój detektywistyczny nos i rozwiązać zagadkę, zanim ucierpią kolejne osoby. Porzucając typowo policyjną logikę, Emil bierze się za śledztwo i próbuje połączyć wszystkie fakty w jedną spójną informację. Niezwykle pomocna może być w tym Marta – jego była narzeczona, która jest muzealniczką z naprawdę imponującą wiedzą historyczną. Niestety po zerwaniu jest im trudniej współpracować. Czy uda im się pokonać osobiste animozje i zgodnie współpracować dla dobra sprawy? No i jakim cudem Gdańsk, może mieć jakikolwiek związek z tym prastarym miastem, znajdującym się w sercu amazońskiej dżungli?

„Zaginione miasto” to moja pierwsza książka Anny Klejzerowicz. I wiecie co? Żałuję tego bardzo. Emil Żądło to taki polski Benjamin Gates. Inteligentny facet, który wplątany w serię tajemniczych morderstw zrobi wszystko, aby znaleźć winnego. Oczywiście to wszystko w połączeniu z szukaniem starożytnego miasta Inków. W rozwiązywaniu zagadki, pomaga mu była narzeczona – Marta. Napięcie między tą dwójka jest dość widoczne. Dlatego żałuję, że nie znam wcześniejszych książek, gdzie przedstawiona jest cała historii ich związku. Byłoby wtedy łatwiej zrozumieć te zawiłości pomiędzy ich uczuciami. Nie mniej jednak książkę można przeczytać także bez znajomości poprzednich części. Autorka funduje nam tu genialny kryminał, z zagadkami, trupami i wartką akcją. Do tego dochodzi moja ulubiona część, czyli elementy historyczne. Nie można też pominąć wątku miłosnego, który też jest dość mocno zarysowany.

Autorka znajdzie fanów wśród czytelników naprawdę wielu gatunków i to mi się w niej najbardziej podoba. Ta uniwersalność. Książkę można równie dobrze podarować kobiecie, jak i mężczyźnie i każdy znajdzie w niej coś co go zachwyci.

Język, który stosuje autorka jest prosty i bardzo płynnie się go czyta. Dzięki temu lektura „Zaginionego miasta” to czysta przyjemność, która pozwala na chwilę relaksu.

Jeżeli więc jesienne wieczory Wam się dłużą i szukacie ciekawego czasoumilacza to zdecydowanie sięgnijcie po książki pani Klejzerowicz, z „Zaginionym miastem” na czele. Gwarantuję, że na pewno nie będziecie się mogli oderwać, aż do ostatniej strony. Ja zabieram się za poznawanie przygód Emila i Marty od samego początku – mam nadzieję, że się nie zawiodę i zawładną mną tak, jak ,,Zaginione miasto”.

Ilona Cygan
(ilona.cygan@dlalejdis.pl)

Anna Klejzerowicz, Zaginione miasto, Zakrzewo, wyd. Replika, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat