„Zagubieni” - recenzja

Recenzja książki „Zagubieni”.
Ostrzeżenie: jeśli zaczniesz czytać tę książkę, nie oderwiesz się od niej, dopóki nie dotrzesz do ostatniej strony.

Zaginięcie trzech chłopców w podobnym wieku, pochodzących z jednej dzielnicy i odnalezienie ich w podobnych okolicznościach sugeruje, że policja z Lewisham ma do czynienia z seryjnym mordercą, który nie przestanie atakować. Dana Tulloch wie, że musi zaangażować wszystkie siły, by zapobiec kolejnym porwaniom i morderstwom. Dlatego odnalezienie kolejnego ciała chłopca uruchamia gigantyczną machinę, której zadaniem jest zatrzymanie rozkręcającej się spirali zła. Tylko, że morderca zawsze jest o krok dalej, niż stróże prawa.

W tym czasie Lacey Flint stara się dojść do siebie po dramatycznych wydarzeniach sprzed kilku miesięcy. Dlatego warto przed „Zagubionymi” sięgnąć do wcześniejszej twórczości Bolton, by wiedzieć, co wydarzyło się w Cambridge i kogo Lacey odwiedza w pilnie strzeżonym więzieniu dla kobiet. Dobrze mieć w pamięci przygody, które wcześniej spotkały Flint, by w pełni dostrzec kryminalny kunszt Bolton. Oprócz głównej osi fabularnej pojawia się wiele dodatkowych sytuacji, które pozwalają wejść głębiej w psychikę głównych bohaterów. A to właśnie zrozumienie ich sposobu myślenia sprawia, że możliwe jest rozwiązanie zagadki mordowanych chłopców.

Lacey, która przebywa na przymusowym urlopie, zaprzyjaźnia się z niezwykłym chłopcem z sąsiedztwa. Dwunastoletni Barney lubi bawić się w detektywa, jednak w jego przypadku nie jest to tylko dziecięca zabawa. Nad wiek rozwinięty i inteligentny chłopiec szuka powiązań między morderstwami, stara się znaleźć punkty, które umknęły policji. No i bardzo chce dowiedzieć się czegoś o tajemniczym Peterze, którego wiadomości na Facebooku świadczą o tym, że ma związek z morderstwami, a jednocześnie gra na nosie lokalnej policji. Tylko jaki poważny stróż prawa będzie chciał wysłuchać, co w tej sprawie ma do powiedzenie mały, samotny chłopiec?

Problemem w przypadku recenzowania kryminałów jest zawsze niebezpieczeństwo napisania o jedno słowo za dużo, które zepsuje czytelnikowi frajdę błądzenia po fałszywych śladach, natrafiania na coraz to nowe dowody, rzucania podejrzeń na konkretne osoby. A zapewniam, że warto zafundować sobie taką kilkugodzinną przyjemność. „Zagubieni” Bolton to przede wszystkim bardzo dobrze napisana książka. Każdy element układanki został umieszczony w odpowiednim miejscu, całość jest zgrabnie skonstruowana, nie ma przypadkowych, niepotrzebnych zdań. Nawet sytuacje z pozoru niemające wiele wspólnego z głównym wątkiem nie stanowią zgrzytu, nie zostały wplecione do fabuły tylko dla zwiększenia objętości książki. Dzięki temu wytrawny książkowy detektyw będzie mógł powoli układać sobie obraz mordercy - człowieka, który w oczach innych nie może być przecież zdegenerowanym zwyrodnialcem.

S.J. Bolton bywa określana nową królową angielskiego kryminału. Po lekturze „Zagubionych” można zacząć rozumieć, skąd wzięła się taka nobilitacja. Autorka wyjątkowo umiejętnie rozrysowuje mapę prowadzącą do zabójcy, jednocześnie co krok zmylając czytelnika i dając mu impuls do przewrócenia kolejnej strony książki. Jeśli lubicie dobrze skrojone kryminały, w których największą podróż odbywa się w umysłach bohaterów, to polecam „Zagubionych”. Nie oderwiecie się od książki, dopóki po przeczytaniu ostatniej strony nie powiecie sobie: „tego się nie spodziewałam...”

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)

S.J. Bolton, „Zagubieni”, Warszawa, Wydawnictwo Amber, 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat