„Zaklęty w cień” to długo wyczekiwana kontynuacja „Sił ciemności” autorstwa Nory Roberts. Książki są oczywiście ze sobą powiązane, ale nie na tyle, żeby lektura wyłącznie drugiej części sprawiała problemy (chociaż oczywiście polecam przeczytanie całej serii!).
Tym razem na początku historii przenosimy się do połowy XIII wieku, by poznać Eamona i jego siostry – Brannaugh i Teagan, dzieci Sorchy – Czarownicy z Ciemności. Powrót do przeszłości jest niezbędny, by zrozumieć podłoże całej historii ale i dlatego, że w późniejszych rozdziałach Connor, potomek Eamona, kontaktuje się z przodkami. We współczesnej Irlandii on, jego siostra Branna, kuzynka Iona oraz przyjaciele – Meara, Ian i Boyle, wspierani przez zwierzęcych przyjaciół – konia, psa i sokoła, walczą z tym samym przeciwnikiem, co wszyscy ich przodkowie – Cabhanem, który zamordował Czarownicę z Ciemności. Troje z nich obdarzonych jest Darem, przekazywanym przez kolejne pokolenia, ale dopiero w szóstkę mają szansę wygrać bitwę ze złem. Na tle dramatycznych wydarzeń, jakie będą mieć miejsce w hrabstwie Mayo, dwoje przyjaciół z dzieciństwa odkrywa miłość, która może być brakującym ogniwem w walce albo może ich zniszczyć…
Nora Roberts po raz kolejny wykreowała genialną historię z gatunku fantasy, w którą wplotła nienachalną historię miłosną. Powieść trzyma w napięciu od praktycznie pierwszej strony, nie pozwalając na jej odłożenie na półkę aż do samego końca. Owszem, brakuje niespodziewanych zwrotów akcji, ale ta pozycja tego nie potrzebuje – główne wydarzenia są owiane wystarczającą tajemnicą i dodatkowe „atrakcje” byłyby po prostu zbędne. Fabuła, jak zresztą zazwyczaj w książkach tej autorki, jest bogata i precyzyjnie wykreowana, a postacie złożone, o bogatych charakterach i wyraźnie rysującym się w powieści portrecie. Żadna z nich nie jest potraktowana marginalnie czy opisana połowicznie; oczywiście wyraźnie zaznaczeni są główni bohaterowie, ale w fabule nie odczuwa się braku żadnej z pozostałych postaci. Samemu warsztatowi literackiemu i językowemu autorki nie można nic zarzucić – opisy są dokładne i bogate, ale nie spowalniają akcji, podobnie jak opisy przeżyć czy detali, które uplastyczniają twór literacki, nie stanowiąc jednocześnie nużących przeszkód w biegu wydarzeń.
Po raz kolejny mogę z czystym sumieniem polecić książkę Nory Roberts. „Zaklęty w cień” to bogata, wciągająca powieść, którą czyta się jednym tchem. Nawet przeciwnicy literatury fantastycznej powinni być zadowoleni, bo ta powieść nie wybiega daleko w wyimaginowany świat - to zupełnie realna Irlandia, otoczona „magiczną” literacką mgiełką.
Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)
Nora Roberts, „Zaklęty w cień”. Prószyński i S-ka, Warszawa 2015
Komentarze