Zakochany żywy trup

Recenzja książki „Wiecznie Żywy”.
„Wiecznie żywy” to książka błyskotliwa, zabawna i całkowicie zmieniająca oblicze żywych trupów.

Krwiożercze, żarłoczne, niepowstrzymane, a przy tym niezbyt błyskotliwe – tak określiłabym zombie na podstawie filmów o żywych trupach, które dotychczas widziałam, a przyznam, że było ich całkiem sporo. W każdym razie wydawało mi się, że wiem o nich wszystko, a tymczasem Isaac Marion w swojej książce „Wiecznie żywy” pokazał mi, że bardzo głęboko się myliłam.

Dlaczego? Isaac Marion pokusił się o to, żeby spojrzeć na świat z perspektywy zombie, a nie tak, jak dotychczas bywało, z punktu widzenia bohaterów, którzy desperacko walczą o życie i zachowanie mózgów we własnych czaszkach.

Tytułowy „Wiecznie żywy” nazywający się po prostu R, po przemianie w zombie zatracił umiejętność wydawania z siebie artykułowanych dźwięków, pamięć i wiele innych ludzkich odruchów, ale mimo to o dziwo nie przestał myśleć i to właśnie w jego myślach toczy się opowieść. R, jak większość żywych trupów, nie wiedzie zbyt ciekawego życia. Wałęsa się po lotnisku, które zombie obrały sobie za siedzibę, słucha starych płyt w samolocie, w którym zamieszkał, a czasem pogrążą się w myślach zadając sobie pytanie o to im jest. Ta rutyna raz na jakiś czas jest przerywana wypadami na polowanie, którego celem są oczywiście żywi ludzie i ich mózgi.

Zwoje mózgów żywych są szczególnym przysmakiem dla zombie, ponieważ razem z nimi pochłaniają wspomnienia zabitych ludzi i dokładnie to dzieje się z R, kiedy pożera mózg Perrego Kelvina. Jednak tym razem wraz z posiłkiem dzieje się coś dziwnego – R przejmuje nie tylko wspomnienia Perrego, ale także jego uczucia, a zwłaszcza te, którymi darzył on swoją dziewczynę Julie. I wówczas R robi coś niezwykłego – zamiast zaatakować ją i pożreć tak jak innych ludzi, zabiera ją ze sobą na lotnisko, aby ją chronić. Jak łatwo się domyślić, dziewczyna nie jest zachwycona tym faktem, ale z czasem okazuje się, że R, jak na żywego trupa, nie jest wcale takim złym kompanem, a ich znajomość może stać się promykiem nadziei dla toczących ze sobą walkę ludzi i zombie.

„Wiecznie żywy” to lektura na jeden dzień i nie mam cienia wątpliwości, że warta uwagi. Błyskotliwa, zabawna i całkowicie zmieniająca oblicze żywych trupów – na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. „Wiecznie żywy” ma sporo fabularnych niedociągnięć, a historia Julie i R nie do końca mnie przekonała, ale z drugiej strony Isaac Marion stworzył wciągającą historię, którą czyta się tak przyjemnie, że spokojnie można mu te braki wybaczyć. „Wiecznie żywy” to książka, którą z przyjemnością będę polecać swoim znajomym, bo to naprawdę nietuzinkowa pozycja.

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

Isaac Marion, „Wiecznie Żywy”, Replika 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat