„Zamęt” – recenzja

Recenzja książki „Zamęt”.
„Zamęt” to debiutancka powieść Ireny Powell, przez co niemożliwe jest porównywanie jej do poprzednich pisarskich poczynań autorki w celu zestawienia ich ze sobą na zasadzie kontrastu.

Czy istnieje jednak taka potrzeba? „Zamęt” jest na tyle nieoczywisty, absolutnie wyjątkowy i w pewnym sensie czarujący, a właściwie pochłaniający duszę, że łączenie go z innymi powieściami chyba i tak pozbawione byłoby jakiegokolwiek celu – chyba że zderzany byłby z jego kontynuacją.

Podczas reaserchu na temat Powell można trafić na informację, że autorka pisze po to, by prowokować do myślenia. Muszę przyznać, że jeżeli rzeczywiście takie było zamierzenie pisarki, to udało jej osiągnąć swój cel – co stanowi wartość dodaną dla czytelnika, który nie kończy lektury z obojętnością, bez żadnych refleksji czy uporczywych wątpliwości – a to oznacza, że ma do czynienia z co najmniej ciekawą powieścią.

Najbardziej w „Zamęcie” spodobał mi się język, za pomocą którego autorka stworzyła prawdziwie interesujący świat – niby zwyczajny, a jednak pochłaniający czytelnika do reszty. Powell nie pozwala na szybkie przebrnięcie przez opisy miejsc, w których toczy się akcja jej powieści. Za pomocą swojego kwiecistego (tak maksymalnie kwiecistego) języka motywuje do zatrzymania się i do czerpania niewyobrażalnej przyjemności z zestawień słownych, którymi raczy czytelnika. Dowodem na to niech będzie ten fragment: „Lasem była wszelka myśl i wszelkie słowo – puszczą bukową, brzozową, z zalążkiem świerków, sosem, jodeł, gęstą, nieujarzmioną, swobodną. Ponad nią unosiło się niebo z bezimiennymi chmurami, bo po co obłokom nazwy? Dno gęstwiny otwierało podziemne czeluści, skąd wyglądały grzyby wstrzymujące westchnienia wilgotnego mroku. Po dziś dzień szepczą coś o praczasie.”

Obok słów Powell nie można przejść obojętnie. To sprawia, że myśli czytelnika są mimowolnie wtłaczane w przedstawiany przez nią świat i każe poczuć się w „Zamęcie” tak, jak czują się jego mieszkańcy.

Poza językiem na uznanie zasługuje także umiejętność pisarki do tworzenia bardzo spójnej opowieści, która nie nudzi, nie denerwuje i nie powoduje, że po przeczytaniu kilku pierwszych stron „Zamętu” czytelnik ma ochotę odłożyć książkę na półkę, szybko o niej zapomnieć i przejść do kolejnej.

Celowo nie zdradzam szczegółów związanych z treścią. Bardzo zależy mi na tym, by nie odbierać czytelnikowi przyjemności z powolnego wchodzenia w przedstawiony w nim świat. Mogę zdradzić jedno – rozczarowanie nie jest jednym z tych uczuć, które pojawiają się w trakcie i po lekturze. Możliwe są negatywne myśli, ale z pewnością nie będą one miały związku z rozczarowaniem. Serdecznie zapraszam do „Zamętu”, w którym czas nie jest dynamiczny, a nostalgia i przedziwna aura tajemnicy opanowała całą miejscowość. Udanej podróży.

Alicja Swedura
(alicja.swedura@dlalejdis.pl)

Irena Powell, „Zamęt”, Gdynia, Novae Res, 2022



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat