„Zamień mnie w krzyk” to kontynuacja historii Gabrieli, którą poznaliśmy w pierwszej części „Kochaj mnie szeptem”. Ta młoda kobieta miała niezwykle trudny start w dorosłość, a los nie obszedł się nią nazbyt łaskawie. Uwalniając się spod jarzma despotycznej matki, trafiła z deszczu pod rynnę, porzucając studia i wychodząc za mąż. Dziewczyna zdecydowanie za słabo znała swojego męża i w bolesny sposób dowiedziała się, że po wzięciu udziału w misji w Afganistanie cierpi on na PTSD (zespół stresu pourazowego). Ten mało medialny temat zebrał ogromne żniwo wśród żołnierzy oraz ich rodzin, a mężczyźni, którzy jechali na misję, nie zdawali sobie sprawy z tego, co tak naprawdę ich tam czeka. Historia Eryka porusza ważny społecznie temat, który niestety przemilczano. Jego stan psychiczny odbił się na Gabrieli, nad którą Eryk znęcał się, nie radząc sobie z traumą związaną z trudnym dzieciństwem oraz misją. Kobieta znalazła oparcie w swoim sąsiedzie, Jeremim. Młodzi ludzie zakochali się w sobie, a dzięki jego wsparciu i cierpliwości, Gabriela w końcu odżyła.
Pierwsza część serii zakończyła się sceną, która pozostawia czytelnika w ogromnym napięciu i niestety mam poniekąd poczucie, że „Zamień mnie w krzyk” nie do końca sprostała wysoko postawionej poprzeczce. To w dalszym ciągu doskonale napisana książka, którą czyta się niezwykle szybko, jednak historia w pewnym stopniu straciła na polocie. Nie chcę powiedzieć, że decyzje, które podejmowała Gabriela, były nielogiczne, ani że nie mam dla nich zrozumienia, jednak nie będę ukrywać, że oczekiwałam, iż ta historia potoczy się w zupełnie innym kierunku. Kontrowersyjne jest również to, co się stało z Jeremim. Tutaj już nie do końca rozumiem motywacje bohatera, tak samo nie do końca przekonała mnie szybka poprawa stanu Eryka i naprawdę ogromna zmiana zachowania bohatera, w tak krótkim czasie i przy mało sprzyjających ku temu warunkach. Mimo że Gabriela jawnie przyznaje się do swojej ogromnej miłości do Jeremiego, a Eryk nie do końca jest przekonany o jej uczuciu do niego, były żołnierz się nie poddaje. Nieco dziwna była dla mnie również postać terapeutki, która zdecydowała się dotrzeć do Gabrieli. Wydaje mi się, że w tym zawodzie nie należy tak postępować.
Mimo tych wszystkich nieścisłości powieść ta naprawdę mi się podobała i znów uruchomiła u mnie lawinę różnych emocji, a kilka razy trudno było mi opanować rosnącą w gardle gulę i ledwo powstrzymałam się od płaczu. Książka ta wydaje się nad wyraz osobista i bliska serca autorki i to na pewno dodaje jej piękna. Zdecydowanie warto było poświęcić jej kilka godzin i z przyjemnością sięgnę po inne powieści spod pióra Anny Dąbrowskiej.
Jednocześnie otrzymaliśmy dwa tomy serii „Kochaj mnie szeptem” i wydawca zaplanował to zdecydowanie prawidłowo, bo stanowią one jedną całość, którą warto przeczytać bez dłuższej przerwy, aby nie wyjść z tej historii. Wielu czytelników „domaga się” jednak przekształcenia serii w trylogię i doskonale ich rozumiem. Zakończenie historii jest aż nazbyt otwarte, a choć w życiu jakoś potrafimy się pogodzić z tym, że pewne sprawy pozostają niezamknięte, tak w przypadku czytanych książek jednak większość czytelników preferuje zakończenie, które choćby częściowo wyjaśnia i domyka pewne sprawy.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdispl)
Anna Dąbrowska, „Zamień mnie w krzyk”, Wydawnictwo Amare, Gdynia, 2021
Komentarze