Po małej przerwie wracam do kryminalnych klimatów z „Zanim otworzysz drzwi” M. D. Holloway. Przyznaję, że poza opisem zaintrygował mnie fakt, iż mamy do czynienia z tekstem pisanym pod pseudonimem i mimo wysiłków nie można w odmętach internetu odkryć prawdziwej tożsamości autora (moim zdaniem raczej na 99% autorki) tej pozycji.
Akcja osadzona jest w fikcyjnym, brytyjskim miasteczku, gdzie początkowo wydaje się, że prawie każdy zna każdego, a już po skończonej lekturze można dojść do wniosku, że prawie każdy z każdym spał. Gabrielle, młoda psycholożka, postanawia ukryć się w nim po nieudanym związku i rozpocząć prywatną praktykę. Wszystko wydaje się iść po jej myśli. Kupuje dom, który przechodzi ekspresowy remont, a terminarz szybko zapełnia się pacjentami po brzegi. Niespodziewanie zostają odkryte upozowane zwłoki lokalnej barmanki, a postawiona pod ścianą policja postanawia zaangażować Gabrielle do stworzenia profilu sprawcy. Tak też rozpoczyna się jej burzliwa znajomość z detektywem Castellano.
W zasadzie jest to niedopowiedzenie, ale o tym za chwilę, bo chcę zacząć od plusów. Książka jest krótka. Liczy niecałe 350 stron i przez tekst dosłownie płyniemy. Mnóstwo dialogów, szczątkowe opisy, krótkie rozdziały i non stop zmieniający się bohaterowie przy zachowaniu narracji trzecioosobowej praktycznie gwarantują, że nie spędzimy z nią więcej niż jednego wieczoru. Dynamizm i tempo, w jakim, jak sądzę, nawet przeciętny czytelnik będzie w stanie ją przeczytać, z pewnością częściowo pomoże w przymknięciu oka na mankamenty, których ta pozycja nie jest niestety pozbawiona.
Przede wszystkim zaczynamy od dziury logicznej. Zwykła, szara absolwentka psychologii nie może ot tak z marszu zostać profilerką sądową. Nikt nie wspomina słowem o tym, że Gabrielle posiada specjalizację czy doświadczenie w tej dziedzinie, czy w ogóle w pracy ze służbami. Jej zupełny brak obycia dobitnie pokazuje sytuacja, w której zostaje o trzeciej w nocy wezwana na oględziny zwłok, a ona postanawia ubrać się w… „białą, dopasowaną sukienkę bez ramiączek kończącą się tuż za kolanem. Była jednocześnie elegancka i profesjonalna”, z kolei szpilki „dodawały jej pewności siebie, dawały kontrolę. Bez nich czułaby się niewidoczna, zredukowana do roli biernego obserwatora”. Chyba jednak nie takie powinny być jej priorytety, gdy jej zadaniem jest pomoc w schwytaniu seryjnego mordercy. Drugim wytłumaczeniem jej garderoby mogłaby być chęć wzbudzenia pożądania w Marcu, co jest zupełnie zbędne. Ten bowiem pała żądzą już od ich pierwszego, niemego spotkania i dodatkowe bodźce naprawdę nie są do niczego potrzebne.
W ostatecznym rozrachunku ich relacja niczym z piosenki Katy Perry „Hot N Cold” niepotrzebnie przytłacza wątek kryminalny. Wielka szkoda, bo gdyby zamienić połowę ich melodramatycznych scen na lepsze zarysowanie kręgu podejrzanych, książka mogłaby awansować do statusu czegoś więcej niż czytadła do poduszki.
Izabela Fidut
M. D. Holloway, „Zanim otworzysz drzwi”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze