Szesnastoletnia Tessa ma przed sobą raptem kilka tygodni, może kilka miesięcy życia. Czuje jednak, że nic w życiu nie zrobiła, nic po sobie nie zostawi. Nie zrealizowała rzeczy, o których marzyła, nie spróbowała tego, na co zawsze miała ochotę. Postanawia więc przygotować listę tych rzeczy i z pomocą Zoey, swojej przyjaciółki, zrealizować ją punkt po punkcie. Na pierwszym miejscu seks – Tessa chce być z chłopakiem, chce wiedzieć jak to jest. Najlepiej jak najszybciej.
„Zanim umrę” Jenny Downham to książka, która nigdy, przenigdy nie powinna być podsuwana osobie śmiertelnie chorej. Ba, nawet osobie zdrowej, bo może ją tylko zirytować. Pomysły głównej bohaterki są nie tylko nieprzemyślane i dziecinne, ale wręcz niedorzeczne i nieprowadzące do takich efektów, jakie dziewczyna chciała uzyskać. Oczywiście w jej sytuacji zrozumiałe jest pożądanie adrenaliny, chęć przeżycia czegoś wyjątkowego, dążenie do ekstremum, ale nie jestem pewna, czy ktokolwiek myślący logicznie chciałby w ten sposób marnować sobie życie – którego przecież wiele mu nie pozostało. Na liście Tessy jest nie tylko seks, który sam w sobie nie jest rzecz jasna niczym dziwnym – dziewczyna jednak nie ma chłopaka, pierwszy raz przeżywa z przypadkowo poznanym na imprezie ćpunem. Poza nim zaszczytne miejsca zajmują kradzież, łamanie prawa, szalone zakupy i narkotyki. Świetne sposoby, żeby nie tylko spowodować sobie i rodzicom kolejne problemy, ale i do reszty zrujnować zdrowie. Być może Tessa sądzi, że skoro nie ma już dla niej szansy, to nic nie traci i niczym nie ryzykuje – w czasie lektury jednak nie mogłam zrozumieć jej idiotycznych decyzji i dążenia do autodestrukcji. Przecież zamiast marnować te tygodnie, które jej pozostały, mogła zrobić coś pozytywnego, wrócić na chwilę do szkoły, jak było jej to proponowane, zostawić po sobie jakiś ślad czy chociażby zamknąć wszystkie sprawy.
Jakby irytującej głównej bohaterki było mało, pozostałe postaci również pozostawiają wiele do życzenia – przyjaciółka, nowi znajomi, nawet rodzice. Jedyną postacią, do której poczułam sympatię w czasie lektury, był Adam – sąsiad Tessy. To on próbował wykrzesać z ukochanej dziewczyny to, co dobre, dać jej najlepsze wspomnienia, pomagał w zrozumieniu i oswojeniu się z nieuchronnym końcem i w realizacji tych zadań, które nie były może ryzykowne i niebezpieczne, ale dużo trudniejsze do wykonania. Tylko jemu współczułam, gdy książka zakończyła się w wiadomy od początku sposób.
„Zanim umrę” to nie jest zła książka. Może być podstawą do przemyśleń, może pomóc w dojściu do wniosku, że w życiu powinno się realizować marzenia i próbować nowych rzeczy – powinna jednak również nauczyć wartościowania tych rzeczy, wybierania tych najbardziej istotnych, a niekoniecznie najbardziej zakazanych czy ryzykownych. Tessa w końcu doszła do właściwych wniosków, przewartościowała swoją listę – dla niej było jednak za późno, więc powinniśmy uczyć się na jej błędach.
Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)
„Zanim umrę”, Jenny Downham. Nasza Księgarnia, 2016.
Komentarze