„Zapach ciemności” – recenzja

Recenzja książki „Zapach ciemności”.
Livvie i Caleb powoli dążą do zemsty przez drogę usłaną wstydem i poniżeniem. Czy jak dojdą do celu i czy cel okaże się tak oczywisty, jak się zdawał?

Po odbiciu swojej niewolnicy z rąk gangu motocyklowego, który próbował ją zgwałcić i pobił prawie na śmierć, Caleb wyjeżdża z dziewczyną do domu znajomego i jego poddanej Celii. Dziewczyna powoli wraca do siebie, poddając się kolejnym poniżającym rytuałom seksualnym, ale jednocześnie czując, że pod maską silnego mężczyzny Caleb skrywa niepokojącą tajemnicę. Tymczasem porywacz i treser w jednym znów zaczyna mieć wątpliwości co do sposobu, w jaki przeprowadza swoją zemstę. Z pomocą w podjęciu decyzji przychodzi mu – zupełnie niespodziewanie - ekscentryczny właściciel domu, organizujący niezwykłe, seksualne pokazy. Wyjawia mu tajemniczą prawdę – czy jednak zostanie ona przyjęta jako prawda do wyszkolonego umysłu Caleba?

„Zapach ciemności” wciągnął mnie we wnętrze swojej fabuły, nie pozostawiając nawet chwili, podczas której nie zastanawiałabym się nad dalszym losem Caleba i Livvie. Tym razem poznajemy o wiele więcej szczegółów spoza seksualnych tortur, które jednakże w wielu przypadkach zdają się przynosić przyjemność zarówno Kotkowi, jak i jego treserowi. Obserwowanie ewolucji tego specyficznego związku zaczęło budzić w mojej głowie wątpliwość, czy faktycznie, jak podejrzewają przesłuchujący Olivię policjanci, cierpiała ona kiedykolwiek na syndrom sztokholmski.

Przynoszące książce mroczną popularność sceny seksualne, a raczej – sceny dziwnych dla szarego człowieka eksperymentów z ludzką seksualnością, tym razem w obliczu rozmaitych wydarzeń nabierają innego charakteru. O ile w „Dotyku ciemności” były one poniżające i zdawały się być okrutne, o tyle w tej części cyklu poznajemy zarówno ich odpychającą, jak również przynoszącą sporo przyjemności stronę. Tym razem, prócz Caleba i Kotka, na scenie pojawiają się również inne postaci, które budzą w nas najróżniejsze uczucia: od sympatii, przez zaufanie, aż do obrzydzenia.

Akcja toczy się dwutorowo, co również jest bardzo ciekawym doświadczeniem: nie ma wątpliwości, że głównym bohaterem pozostaje oswobodzona z niewoli swojego „porywacza” Olivia, która przesłuchiwana jest przez FBI. To dzięki jej wspomnieniom i zeznaniom – choć niekoniecznie do końca prawdziwym – ożywa Caleb. Dowiadujemy się, dlaczego stał się takim mężczyzną, jakiego znaliśmy, ale również mamy okazję obserwować przeniesienie sytuacji między głównymi bohaterami na dwie zupełnie zaskakujące postacie. Mnie natomiast zdecydowanie uwiodło to, co działo się między Kotkiem i jego panem, ale również i to, co miało miejsce w zakończeniu książki. Ale o tym każdy musi przeczytać sam.

Zdecydowanie „Zapach ciemności” spełnił mojego oczekiwania, jeśli chodzi o rozwój fabuły i kontynuację wątków z poprzedniej części. Obserwowanie ewolucji postaci, jak i ich wzajemnych relacji sprawiało sporo satysfakcji. Jedno jednak muszę powiedzieć zdecydowanie: nie należy czytać tej książki bez zapoznania się z „Dotykiem ciemności”, bo traci ona wszelki ukryty sens, a czytelnikowi ucieka przyjemność z czytania.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

C. J. Roberts, „Zapach ciemności”, Poznań, wyd. Czwarta Strona, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat