„Zapach tytoniu” to pierwsza powieść młodej dziennikarki ze Szczecina. Typowy romans, o toksycznej relacji, która od samego początku jest skazana na porażkę. Młoda kobieta Zuza, nieco naiwna i lekkomyślna, zadurza się w Igorze, ojcu swojego chłopaka Filipa. Namiętność spływa na dotychczas powściągliwą i zamkniętą w sobie dziewczynę nieświadomie. Zuza ze względu na brak doświadczenia zaczyna działać bardzo po omacku, czego nie ułatwiają jej komplikacje w sprawach rodzinnych, brak weny, czy rozpoczęcie studiów doktoranckich. Bohaterka miota się pomiędzy tym, jak powinna się zachowywać, a tym, czego naprawdę chciałaby od życia. Miota się pomiędzy danymi bliskim obietnicami, a własnymi pragnieniami. Rozsądek toczy nierówną walkę z fatalnym zauroczeniem. Czy w końcu odważy się spełniać swoje pragnienia i jak to się dla niej skończy?
Autorka moim zdaniem zaliczyła kilka literackich grzechów – nadmierne przekładanie własnych zainteresowań, w tym wypadku jest to kultura Indii, na bohaterkę, nieco zbędne, nieco na siłę. Szkoda, że też nikt z redakcji nie zwrócił uwagi na dość częste „lokowanie produktów”, marki lodów i nazwa marketu, tak samo jak dokładne opisy składanych zamówień, jedzonych posiłków i ubrań noszonych przez bohaterów, obniżają jej poziom. A szkoda, bo prócz tych małych zgrzytów, jak na debiut – jest on całkiem poprawny, winię więc za to bardziej redaktora, aniżeli autorkę. Niestety, są to szczegóły, które rażą w oczy podczas lektury i należało na nie zwrócić uwagę. Na tym jednak skończę moje narzekanie na stronę techniczną, ponieważ pomijając powyższe, zostałam pozytywnie zaskoczona. Narracja jest płynna, historia spójna. Od pierwszych stron budowane jest napięcie, atmosfera czegoś kruchego, wiszącego powietrzu i mającego się lada moment rozsypać niczym domek z kart. Dialogi są czasem nieco drewniane, ale i nie najgorsze. Książkę czyta się bardzo szybko i z zainteresowaniem. Choć to zdecydowanie „czytadełko”, to jego lekturę zaliczam do przyjemnych, a historia, choć trywialna – zainteresowała mnie na tyle, że przeczytałam „Zapach tytoniu” w jeden wieczór, tak byłam ciekawa, jak potoczą się losy Zuzy, która przekonuje się, iż życie to nie komedia romantyczna.
Zostałam pozytywnie zaskoczona kreacją bohaterów oraz realną fabułą i ich reakcjami. Historia jest zdecydowanie pozbawiona lukru, prawdziwa, utrzymana blisko ziemi. Bez trudności mogę uwierzyć, iż taki romans miał miejsce, postaci istnieją, a wydarzenia inspirowane są prawdziwymi. Zuza popełnia błędy typowe dla natury młodych kobiet, Igor okazuje się typowym mężczyzną z kryzysem wieku średniego, a Filip – rozpuszczonym synalkiem. Z dużą ulgą odnotowałam ten brak idealizowania ich charakterów czy zachowań. Autorce nie brak w tej kwestii konsekwencji, postacie są spójne i realne. Niestety, ciężko polubić któregokolwiek z nich, nie mogłam się oprzeć bowiem wrażeniu, iż to niezły zlepek samolubnych egoistów.
„Zapach tytoniu” nie jest powieścią rewelacyjną, ale jest zdecydowanie poprawna oraz warta przeczytania, a przede wszystkim - dobrze wróży na przyszłość literacką Marty Kaszubowskiej. Najwyraźniej, gdy pisanie jest pasją, nawet gdy historia jest trywialna, a redakcja nieco zawodzi, to debiut może być udany.
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Marta Wiktoria Kaszubowska, „Zapach tytoniu”, Novae Res, 2015, Gdynia
Komentarze