Zaskakujące „Dziedzictwo”

Recenzja książki Melissy de La Cruz Dziedzictwo.
Autorka umiejętnie przez wszystkie trzy tomy pozostawiała czytelnika z mnóstwem pytań. W „Dziedzictwie” wreszcie na nie odpowiada.

Przyznam, że sytuacja, którą Melissa De La Cruz zarysowała na ostatnich stronach „Objawienia” sprawiła, że ze sporą dozą ciekawości czekałam na kolejną książkę z serii o Błękitnokrwistych. I zdradzę do razu, choć jest to zdecydowanie powieść zaadresowana do nastolatek, nie rozczarowałam się. W kulminacyjnej scenie poprzedniego tomu wszystkie karty zostały wyłożone na stół: Srebrnokrwiści wreszcie zaatakowali, dziadek Schuyler i Dylan zginęli, a demon został uwolniony. Jednak najbardziej zaskakujące okazało się to, kim naprawdę jest Bliss. Autorka umiejętnie przez wszystkie trzy tomy pozostawiała czytelnika z mnóstwem pytań. W „Dziedzictwie” wreszcie na nie odpowiada.

Choć można by się spodziewać, że po śmierci dziadka Schuyler zostanie otoczona troskliwą opieką Rady, dzieje się wręcz przeciwnie. Zostaje uznana za winną wydarzeń na Corcovado i musi ratować się ucieczką. Jedyna osoba, która mogłaby jej pomóc – Charles Force, tajemniczo zniknął. Ścigana przez ventatorów Schuyler co chwila zmienia miejsce pobytu, a w podróży dookoła świata towarzyszy jej najlepszy przyjaciel i zausznik Oliver. Jedyną nadzieją uciekinierów jest tajemnicza hrabina, która przewodzi europejskiemu zgromadzeniu wampirów. Jednak, aby się z nią spotkać Schuyler i Oliver będą musieli wkraść się na niezwykły bal.

Choć Mellisa de la Cruz umiejscawia wampiry we współczesności, bardzo mocno dotkniętej skutkami kryzysu finansowego, nie mogła się powstrzymać od opisów ich luksusowego życia. A z pewnością należy do nich orientalny bal u hrabiny. Przyznam, że z przyjemnością wybrałabym się kiedyś na taką imprezę. Natomiast wszyscy, którzy nie lubili zbyt szczegółowych opisów ubrań, mogą odetchnąć z ulgą – tych jest w książce naprawdę niewiele.

W „Dziedzictwie” nie ma nawet momentu nudy. Książkę czyta się naprawdę dobrze, a narracja podzielona pomiędzy trzy bohaterki Schuyler, Bliss i Mimi nie nudzi. W „Dziedzictwie” czytelnika czeka także wiele zaskoczeń. Jednym z nich jest, to, że postać Mimi może nawet wzbudzić w czytelniku nieco sympatii. Tym razem nie w oprawie luksusowych ubrań, tylko w ciemnym stroju ventatorki będzie u boku Kingsleya przemierzać slumsy Rio de Janeiro. A jej postać o wiele bardziej będzie przypominać Selenę – bohaterkę „Underworldu”, niż jak dotychczas Reginę George z „Wrednych dziewczyn”. Chyba najmniej ciekawe wydają się losy Bliss, która, choć musi zmagać się z najtrudniejszym przeciwnikiem, stoi nieco na uboczu akcji. W przeciwieństwie do pozostałych bohaterek, walka, jaką musi rozegrać, będzie toczyła się w jej własnym umyśle i ciele. Natomiast, mimo tego, że ścigają ją ventatorzy, demony, a na domiar złego nasila się jej choroba, największym zmartwieniem Schuyler nadal jest dylemat pomiędzy Jackiem a Oliverem.

„Dziedzictwo”, to jedna z tych książek, które należą do łatwych i przyjemnych i czyta się je, że świadomością: „przecież musi się udać”. I rzeczywiście, w pewnym sensie zakończenie jest pozytywne. Ale choć bohaterowie odnoszą chwilowe zwycięstwo, ich problemy bynajmniej się nie kończą. Pojawia się przed nimi jeszcze więcej nowych wyzwań, a czwarty tom Błękitnokrwistych na pewno nie jest ostatnim odcinkiem opowieści o przygodach nastoletnich wampirów.

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

Melissa De La Cruz, „Dziedzictwo”, Wydawnictwo Jaguar 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat