Kryminał to gatunek, który uwielbiam, w związku z tym z ogromnym zainteresowaniem otworzyłam pierwszą stronę powieści. Zaczęło się interesująco. Już na początku poznajemy policjantów, którzy spotkali się w dawnym hotelu w celu oględzin kobiecych zwłok (Uwaga! Opisy nie dla wrażliwców!) Następnie poznajemy Marcela. Jest to ciekawy człowiek, perfekcjonista, spokojny, nieśmiały, bardzo utalentowany i ambitny. Przyjechał do Polski z USA i tutaj ułożył sobie życie zawodowe. Jego życiowym marzeniem jest wprowadzenie na rynek nowatorskiego leku. Gdy wszystko układa się po jego myśli, zaczynają ginąć kolejne studentki, o dziwo związane z jego uczelnią. Każda zamordowana kobieta ma wytatuowaną literę. Śledczy dwoją się i troją, żeby rozwiązać zagadkę, tymczasem dochodzi do kolejnych zbrodni, a Marcel staje się podejrzanym. Czy faktycznie jest mordercą, a jeśli tak, co właściwie nim kieruje? Czy może ma coś na sumieniu i ktoś próbuje się na nim zemścić? Odpowiedź, jak to w typowym thrillerze, poznajemy dopiero na końcu powieści.
Co w tym kryminale zwróciło moją uwagę? Przede wszystkim to, że bohaterowie są autentyczni, nieprzekolorowani, zwyczajni. Policjanci próbują rozwiązać sprawę i często ponoszą ich emocje, posługują się słownictwem emocjonalnym, wulgaryzmami, wykrzyknieniami. Marcel próbuje odnaleźć się w pracy, pojawiają się romanse, przyjaźnie i interesy. Autor posługuje się prostym językiem, ale nie przeszkadzało mi to w odbiorze treści. Książkę czyta się bardzo szybko i naprawdę trudno się oderwać od zarysowanej tam historii. Ponad 200 stron to idealna pozycja na jeden dłuższy wieczór. Akcja toczy się wartko.
Tym, co przeszkadzało mi nieco w odbiorze treści, są nawiązania do sytuacji pandemicznej. Oczywiście, osadzenie fabuły w czasach nam bliskich i znanych jest jak najbardziej zaletą, ale tutaj w mojej opinii nie do końca się to sprawdziło. Podawanie faktów na temat maseczek, lockdownów niewiele wnosiło moim zdaniem do samego przebiegu wydarzeń, a dla mnie było nużące. Ma to oczywiście związek z fabułą, ale nie na tyle, by poświęcić temu więcej miejsca.
Zdecydowanie polecam powieść miłośnikom kryminałów, którzy chcą spróbować swoich sił w rozwiązywaniu zagadek detektywistycznych. Polecam także tym, którzy lubią thrillery psychologiczne, elementy tego gatunku również bez problemu odnajdziemy w powieści Mariusza Matana. Muszę pogratulować autorowi naprawdę świetnego pomysłu i niezwykle zaskakującego zakończenia. Do końca nie byłam pewna, jak właściwie wszystko się rozwinie. Widać, że wątki były mocno przemyślane. Nie da się przejść obojętnie wobec wydarzeń związanych z Marcelem. Warto spotkać się z tym bohaterem i poznać jego historię. Razem z nim zmierzyć się z trudną przeszłością rodziny, która zawsze ma wpływ na to, kim jesteśmy teraz. Trzymam kciuki za autora książki i na pewno z przyjemnością sięgnę po jego kolejne opowieści.
Elżbieta Kaźmierowska
(elzbieta.kazmierowska@dlalejdis.pl)
Mariusz Matan, „Zasłużyłeś”, Novae Res, Gdynia, 2023 r.
Komentarze